Recenzje

“Mała syrenka”, kultowy obraz wciąż zachwyca! Dlaczego ma taką moc?

Mała syrenka z 1989 roku jest pierwszą adaptacją rozdzierającej serce baśni, gdzie, w odróżnieniu od oryginału, syrena nie kończy martwa, zamieniając się w morską pianę.

Niewiele osób wie, że historia o małej syrence zakochanej w ludzkim księciu ma już prawie 200 lat. W 1837 roku Hans Christian Andersen napisał Małą syrenkę – baśń, która do dziś uważana jest za jedną z najpiękniejszych i najsmutniejszych historii na świecie. 

Jeśli chcielibyście zobaczyć adaptacje bliższe oryginałowi, to wcześniej taką, również animowaną, stworzyli Japończycy (Mała syrena, 1975), natomiast w 1976 roku powstała wersja aktorska produkcji radziecko-bułgarskiej Syrenka i książę oraz Mała syrenka produkcji czechosłowackiej – tych natomiast nie chcecie włączać swoim dzieciom.

Główną bohaterką filmu Disneya jest Ariel – syrenia księżniczka, którą fascynują ludzie i ich lądowy świat wraz ze wszystkimi zjawiskami i wynalazkami, jak ogień czy widelec. Syrenka, wbrew zakazom swego ojca, króla Trytona, potajemnie plądruje wraki statków i co chwila wypływa na powierzchnię, żeby swoje znaleziska pokazać zaprzyjaźnionej mewie, Blagierowi. Ekscesy te próbują wybić jej z głowy zasadniczy krab, Sebastian i tchórzliwa rybka, Florek.

Pewnej nocy niepokorna księżniczka ponownie wypływa na powierzchnię, a jej oczom ukazuje się cudo nie z tej ziemi – statek, a na nim pokład pełen bawiących się ludzi (Ariel najbardziej na świecie kręcą ludzkie nogi, rozumiecie). Wszystko się komplikuje, kiedy nagle nadchodzi sztorm topiący okręt, a Ariel ratuje od śmierci ludzkiego księcia, Eryka. I zakochuje się w nim, oczywiście. Okazuje się, że i królewskie syreny nie mają w życiu lekko – Ariel, mając świadomość, że człowiek może różnie zareagować na jej dolną część ciała, zaczyna kombinować, jak by tu zmajstrować sobie nogi zamiast ogona. Wtedy na scenę wkracza arcymroczna wiedźma morska i jej dwa węgorze elektryczne. Zakochana Ariel przystaje na propozycje podstępnej Urszuli i oddaje jej swój głos w zamian za kilkudniową przepustkę do świata ludzi – nogi…

via GIPHY

Disneyowska Mała syrenka to pierwszy samodzielny pełnometrażowy film animowany duetu John Musker & Ron Clements, znanych później z takich hitów, jak Aladyn (1992), Herkules (1977) czy Księżniczka i Żaba (2009). Produkcja ta zaczęła erę renesansu dla podupadającego wówczas studia, ratując je przed bankructwem.

Bajka otrzymała przepiękną animację z pierwszymi elementami efektów komputerowych,  a zarazem była ostatnią produkcją Disneya, gdzie wykorzystano ręcznie malowaną taśmę filmową (z ponad milionem rysunków!). Mała syrenka, w porównaniu do wcześniejszych disnejowskich produkcji, uderza nas feerią kolorów, od których możemy dostać zawrotu głowy; wszystko jest tu żywe i elektryzujące w porównaniu z delikatnymi, wręcz przygaszonymi kolorystycznie produkcjami, takimi jak Kopciuszek (1950) czy Śpiąca królewna (1959). Film jest wizualnie zachwycający, imponujący wielością animowanych elementów i sprawiający, że każdy marzy, żeby chociaż na chwilę zejść pod wodę do tego magicznego świata.

Warstwa muzyczna i dialogowa w oryginalnej wersji jest, jak to u Disney’a-bezbłędna, ale polski dubbing z 1998 roku z Beatą Jankowską-Tzimas w tytułowej roli i Emilianem Kamińskim w roli kraba Sebastiana nie ma sobie równych. Dialogi pełne są błyskotliwego humoru, a muzycznie otrzymujemy pełen wachlarz genialnych piosenek – czy to wzruszające Naprawdę chcę czy pełne humoru i wpadające na lata w ucho Na morza dnie (nic dziwnego, że piosenka dostała Oscara).

Postać syreniej księżniczki, Ariel, zaczyna erę niezależnych i samodzielnie podejmujących decyzje głównych bohaterek z uniwersum Disneya. Wcześniej studio kreowało bajki, gdzie Aurora (Śpiąca królewna, 1959), Kopciuszek (Kopciuszek, 1950) czy Śnieżka (Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków, 1937) nie miały wiele do powiedzenia, a wszystkie decyzje podejmowane były poza nimi; były też stereotypowymi ideałami grzecznych panien, które pełne były dobroci,  naiwności i posłuszeństwa. Postać Ariel przełamuje te wzorce – syrenka nie jest typową księżniczką, która zjada jabłko (wodorosty), pada trupem i czeka na ratunek księcia, o nie. Nastoletnia syrenka jest ciekawska, niezależna i nieposłuszna. Zakochana w ludzkim świecie  z lekkością łamie zakazy wypływając co rusz na powierzchnię, co jej ojca doprowadza do ruiny psychicznej (wg niego ludzi, których nazywa rybożercami, należy się bać).

Wielu zarzuca filmowi, że przedstawia bezrefleksyjne zakochanie od pierwszego wejrzenia i promuje opieranie związku na zauroczeniu wyglądem – w porządku, w obecnych czasach takie poprowadzenie historii wiązałoby się z pewną dozą hejtu, ale ja i tak jestem w Małej syrence zakochana i zawsze przez cały seans gorąco jej kibicuję podziwiając jej upór, odwagę i poświęcenie. W tej porywającej historii towarzyszą Ariel wspaniałe postaci drugoplanowe, które tak naprawdę tworzą cały feeling filmu. Sebastian, Florek, Blagier (w tej roli genialny Ryszard Nowicki) i wszystkie przecudowne stworzonka morskie – każde z nich jest inne i każde coś wnosi (królewski konik morski!). Trzeba podkreślić, że to właśnie postaciom drugoplanowym zawdzięczamy wszystkie sceny pełne humoru.

Nie będę już więcej zdradzać – jeśli chcecie poznać odpowiedź na pytanie, co przemawia głośniej – głos czy serce, to koniecznie obejrzyjcie tę ponadczasową historię o miłości, przyjaźni i poświęceniu.


W zestawieniu moich ulubionych disnejowskich produkcji Mała syrenka piastuje jedno z wyższych miejsc. Jest to jedna z najlepszych, najpiękniejszych animacji świata. Pamiętajcie, że świat nie kończy się na Królu Lwie – warto się zagłębić w rejony tych starszych bajek – odkryjecie tam prawdziwe podwodne skarby… perły animacji.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: