Recenzje

„Dorohedoro”, czyli anime, które zjecie w jeden wieczór. Magia w antyutopii

Jedno wiem na pewno, jeśli ani razu w życiu nie jedliście pierożków gyoza, to po tej serii od razu pognacie do najbliższej restauracji, która je serwuje lub zamówicie je na dowóz. Tej incepcji zakodowanej w anime Dorohedoro nie da się oprzeć.

Dodatkowo sama dwunastoodcinkowa produkcja jest jak japońskie pierożki – pełne mięsa dla fanów dobrej animacji i dodających smaku dodatków w postaci czarnego humoru, motywów z Alicji w Krainie Czarów, czy drzwi przenoszących nas jak u Neila Gaimana w Nigdziebądź do innych lokacji.

Studio MAPPA wraz z mangaką Q Hayashidą upichcili jeden z bardziej, jeśli nie najbardziej wybijający się tytułów pierwszej połowy 2020 roku.

Czy anime opowiadające o losach Kaimana i Nikaido, to kolejna seria kulinarna w stylu Shokugeki no Souma (Kulinarne pojedynki)? Nie.

Kulinarne pojedynki

Dorohedoro zaprasza nas do mrocznej antyutopii zwanej Hole, gdzie czarodzieje przeprowadzają magiczne eksperymenty na mieszkańcach miasta. Przedostają się do Hole za pomocą magicznie przyzywanych drzwi, by znęcać się, okaleczać i zabijać niemagiczne istoty. Jak można się łatwo domyśleć, takie postępowanie jest całkowicie legalne oraz akceptowalne przez społeczeństwo — no może nie do końca przez mieszkańców Hole, ale kto by się pytał o zdanie ofiar?

Okazuje się, że jedna z tych ofiar — Kaiman (nasz główny bohater) jest odporny na magię i dodatkowo cierpi na zanik pamięci. Wie jednak jedno — był kiedyś człowiekiem, a zwierzęcy łeb zawdzięcza któremuś z czarodziejów. Amnezja staje się dość problematyczna, kiedy chcesz złapać osobę, która przemieniła cię w zwierzęco-ludzką hybrydę.

Kaiman, Dorohedoro

Kaiman oraz Nikaido rozpoczynają polowanie na czarodziejów. Prowadząc swoje prywatne dochodzenie, będą musieli stawić czoło groźnym czarnoksiężnikom, jak En — grzybowy król mafii, czy Kai, przywódca „Cross eye”, który zawładnął półświatkiem przestępców i sprzedaje dym, czyli magiczną substancję wytwarzaną przez czarodziejów, z której czerpią swą moc.

Jeśli ktokolwiek, czytając w o magii, wyobraża sobie elfy, kwiaty i wróżkę chrzestną to Q Hayashida udowadnia, że w jej świecie nie ma na nie miejsca. Magia to broń pozwalająca zdobyć władzę, prestiż oraz utrzymać się przy życiu – jeśli wiesz, jak właściwie jej używać.

Trup ścielę się gęsto, a studio MAPPA nie boi się ukazywania walk, tortur oraz śmierci w bardzo obrazowy sposób. Reżyser Hayashi Yoichiro specjalnie sięgnął po różne techniki animacji komputerowej, nadając serii bardziej realistycznego i trójwymiarowego wyglądu.

Za co mogę pochwalić Dorohedoro? Na pewno za świetnie skrojonych bohaterów, których trudno jest nie lubić pomimo ich brutalnej natury. Przemyślana psychologizacja postaci sprawia, że rozumiemy każdy motyw oraz podjętą decyzję danego bohatera i nie ma tu różnicy, czy jest to pierwszoplanowy Kaiman, czy drugoplanowy Kasukabe (badacz czarodziei oraz dymu w Hole). Po drugie za skontrastowanie brudnego, slumsowego świata, jaki otacza bohaterów ze szczerością ich relacji. Nasza wielka jaszczurka skoczyłaby w ogień za Nikaido i Noi z Shinem, z którymi łączy go bardzo silna więź.

Kolejną kartą przetargową w wyścigu o tytuł najlepszej serii pierwszej połowy 2020 r. jest niebanalny, zaskakujący, ale nieco makabryczny humor. Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu spodoba się ta konwencja, jednak produkcja jako seinen skierowana jest głównie do młodych mężczyzn i starszych nastolatków. Stargetowanie na tę grupę zakłada samo w sobie mocne sceny, które bez równoważącej dawki komizmu byłyby nudne. Ogromny karaluch Johnson sterowany zdalnie pilotem, mówiący tylko jedno słowo — „szokujące” — bawi do łez.

Zabawa formą, nieustanne udowadnianie, że niemożliwe w Dorohedoro staje się możliwe, nawiązywanie do znanych już wytworów popkultury m.in. Alicji w Krainie Czarów czy gry Wolfenstein sprawia, że to anime jest naprawdę soczyste. Autorka mangi nie poskąpiła kreatywności, by wymyślić moce poszczególnych czarodziei – Shin sieka ludzi na kawałki, zachowując ich przy tym przy życiu, Ebisu zamienia się w ogromnego fioletowego dinozaura, a Fukuyama zabija poprzez przemienianie przeciwników w mięsne ciasteczka.

Dorohedoro

Seria ocieka dobrze zrealizowanymi pomysłami, jednak jest jedna rzecz, której można się przyczepić. Styl mangi był bardzo ciężki do przeniesienia na ekran i jego potencjał nie został w pełni wykorzystany przez studio MAPPA. Gdzieś pomiędzy rysunkami technicznymi, modelami, a grafiką komputerową twórcy zagubili dzikość kreski Q Hayashidy oraz kobiece kształty Nikaido. Niemniej jednak udało im się odtworzyć niepokojący chaos tła, groteskę postaci, a przede wszystkim stworzyć spójny świat, w którym żyją bohaterowie.

Dorohedoro to połączenie akcji, komedii i horroru. Świat magii ukazany w krzywym zwierciadle wciąga, fascynuje, a wręcz hipnotyzuje widza.

Bardzo psychodeliczny opening jest doskonałym wprowadzeniem do głównej fabuły, za to ending jest lekki i zabawny. Obmywa widza z makabrycznych fragmentów animacji, pozostawiając beztroski uśmiech na ustach. Stanowi pewien wykrzyknik przypominający, że całe anime jest nieprzerwaną groteskową zabawą z konwencją świata fantasy.

Serdecznie polecam łaskawej pamięci fanom anime ten tytuł i mam nadzieję, że jeśli pierwszy sezon był wyborną przekąską, tak drugi stanie się głównym daniem.

Adelajda Oziomek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial