Recenzje

„CHICO I RITA”, czyli mała wielka nostalgia. Czy nagrody dla filmu to gwarancja jego jakości?

Nazwisko Fernanda Trueby kojarzone jest przede wszystkim z tytułem (znakomitej zresztą) oscarowej produkcji Belle epoque z 1992 roku.

Abstrahując od tego – zrealizowanego we współpracy z wybitnym scenarzystą Rafaelem Azconą – arcydzieła i przyglądając się (być może niezbyt rozległej, ale na pewno niezwykle zróżnicowanej) filmografii Trueby, zwracają uwagę jego artystyczne upodobania. Swoje zainteresowania kieruje on w różnym stopniu w stronę świata sztuki, zaś jego filmowi bohaterowie są najczęściej plastykami, muzykami, filmowcami. Jednej z dziedzin poświęcił jednak szczególnie dużo uwagi. Jest nią muzyka.

Trueba jest zdeklarowanym miłośnikiem muzyki kubańskiej, która jako jedna z wizytówek kraju jest niezwykle silnie zakorzeniona w jego tradycji kulturowej.  Dając wyraz swojej pasji, reżyser zrealizował kilka filmów dokumentalnych spod znaku latynoskich rytmów. Mimo że popularnością przewyższają je filmy fabularne Trueby, to zdecydowanie zasługują one na większą uwagę. W 2000 roku w hołdzie środowisku muzyków latin jazzu powstał dokument Ulica 54. Trzy lata później twórca zrealizował eksperyment filmowo-muzyczny Blanco i Negro, stając na planie w podwójnej roli – reżysera i producenta. To rejestracja wyjątkowego koncertu, będącego fuzją latin jazzu (reprezentowanego przez Bebo Valdésa) i  flamenco (reprezentowanego przez Diega El Cigala).

via GIPHY

Nie było to jedyne spotkanie Trueby z wybitnym kubańskim pianistą, Bebo Valdésem. Już w 2004 roku doszedł do skutku projekt dokumentalny Cudowne Candeal, w ramach którego reżyser w towarzystwie muzyka wybrał się w podróż do Brazylii, gdzie w tytułowym mieście poznawał tamtejszą kulturę muzyczną, czerpiącą garściami z afrykańskich tradycji i rytuałów.

Cudowne Candeal

Kolejny raz Trueba powrócił do ulubionego tematu dopiero po sześciu latach. Wtedy to miała miejsce premiera filmu, w którym zdecydował się sięgnąć po zupełnie inną technikę i estetykę. Zrealizował pełnometrażową animację Chico i Rita, która była owocem współpracy z wieloletnim przyjacielem – artystą, rysownikiem i grafikiem, Javierem Mariscalem. Dawno temu, raz na zawsze połączyła ich ogromna miłość – do tętniącej muzyką kubańską Hawany lat czterdziestych. 

Jako laureat nagrody Goya oraz hiszpański kandydat do Oscara w 2012 roku, animacja Chico i Rita odbiła się głośnym echem na arenie międzynarodowej. O czym właściwie opowiada film?

Zacznijmy od tego, że twórcy przedstawili nam historię…, no właśnie, jaką historię? Film, którego akcja osadzona została w bardzo konkretnych realiach historycznych, jest zaledwie szkicem zachodzących w owym czasie rewolucyjnych przemian na Kubie; lekko muśnięty został również (zdawałoby się, że tak istotny w kontekście historii) problem rasowy; dualizm rzeczywistości konfrontujący życie w dwóch wielkich ośrodkach – Hawanie i Nowym Jorku przedstawiony został w sposób uporczywie toporny, podobnie zresztą jak hołd (?) złożony wielkim kubańskim muzykom, których sylwetki pojawiają się na ekranie w karykaturalnej, animowanej wersji.

Wcale nie tak płomienny jakbyśmy tego oczekiwali –  romans dwójki muzyków – inspirowanego postacią Bebo Valdésa-Chica oraz anonimowej Rity, nakreślony został w sposób przesadnie chaotyczny. Dosyć brutalnie poszarpanym strzępkom scen niestety wiele brakuje, by stać się pełnokrwistym obrazem burzliwego związku dwójki artystów. 

Kadr z filmu Chico i Rita

Jest tu pod dostatkiem rozmaitych wątków i mniej lub bardziej złożonych bohaterów. Ten jednak, który obecny jest przez cały czas trwania filmu, jest tylko jeden. Jest nim muzyka, muzyczna Hawana, stolica nocnych klubów i barów z potańcówkami. Atrakcyjność muzyczną film zawdzięcza rewelacyjnej oprawie Valdésa, który zabiera nas w nostalgiczną podróż w czasie.

Ponadto wizja tętniącego życiem miasta oddaje ducha Hawany lub może raczej – zachwyt twórców nad ukochanym miastem dekady lat czterdziestych. I zachwyt ten bezwzględnie udziela się widzowi. Wibrujące, portretowane drżącą kreską Javiera Muriscala wielkie miasto, przybiera w filmie niezwykle hipnotyzujące oblicze. Bez względu na to, czy historycznie uzasadnione, czy też nie. Metoda animacji, jaką przyjęli twórcy (choć jak potwierdza w wywiadach Trueba, niezwykle mozolna) pozwala przymknąć oko na ewentualne przekłamania. Jak wiadomo, przyjaciele wielokrotnie podróżowali do ukochanej stolicy za oceanem, a ich nostalgia za rajem utraconym wybrzmiewa głośno w intymnym sposobie portretowania animowanej Hawany. Czy to jednak wystarczy, czy rekompensuje narracyjno-konstrukcyjne braki? Rozum mówi, że nie, emocje podpowiadają, że tak… 

Ocena: 6/10

Dominika Zielińska

CHICO I RITA
Hiszpania, Wielka Brytania, 2010
Reżyseria: Fernando Trueba, Tono Errando, Javier Mariscal
Scenariusz: Fernando Trueba, Ignacio Martínez de Pisón
Muzyka: Bebo Valdés

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial