Recenzje

„Nausicaä z Doliny Wiatru”, czyli wizualna uczta dla ducha. Ten film przede wszystkim wzrusza

Drugi pełnometrażowy film Hayao Miyazakiego (pierwszym był Zamek Cagliostro) to pozycja obowiązkowa dla wielbicieli niepowtarzalnego stylu reżysera. Olśniewający moralitet z przeszedł próbę czasu.

Film, który przesądził o powstaniu studia Ghibli powinni obejrzeć przede wszystkim osoby oczarowane Księżniczką Mononoke (1997). Nausciaä z Doliny Wiatru (1984) to tytuł, który można w jakimś sensie traktować jako jej pierwowzór. Przesłaniem obu filmów jest życie w zgodzie z Naturą, różni je m.in. bestiariusz stworzeń na straży jej porządku. Ale nie tylko.

Człowiek vs. Przyroda

Ludzkość 1000 lat po „Siedmiu Dniach Ognia” (gwoli wyjaśnienia, ekologicznym kataklizmie) doprowadziła swoją cywilizację do ruiny. Nad przypominającymi średniowieczne osady – wioskami unoszą się śmiercionośne zarodniki grzybów. Ludzie obawiają się otaczającego ich Ugoru (inaczej Toksycznego Lasu), skąd pochodzą owe „pyłki” i pragną go sobie podporządkować. Chcą być wolni od przerażających owadów-mutantów i toksycznych oparów. Mają już dość chodzenia w maskach (film idealny na czas pandemii) i drżenia o własne życie. Są pewni jednego – winę za ich dyskomfort ponosi Las. Coś trzeba z nim zrobić.

Zgoła inne zdanie na ten temat mają mieszkańcy Doliny Wiatru, w szczególności „wiedźma” Obaba (wł. Oh-Baba, z ang. great old woman) oraz tytułowa Nausicaä. Ich zdaniem to zaburzanie harmonii między Przyrodą a Człowiekiem jest niewłaściwe. Warto zauważyć , że postać wszechwiedzącej staruszki, szeptuchy często pojawia się w filmach studia Ghibli (Opowieści z Ziemiomorza, Mój sąsiad Totoro). Nausicaä odkrywa, że zamieszkujące las skorupiaki Omu nie mają złych intencji, a zarodniki grzybów zasadzone na nieskażonej glebie nie są groźne. Dlaczego zatem Las jest Trujący? Odpowiedź na to pytanie poznacie w filmie, nie chcę odbierać wam frajdy z jego oglądania.

Obaba

Nie wszystko jest tym, czym się wydaje

Postrzegane jako krwiożercze robaki stworzenia, które okazują się pełnymi współczucia istotami. Gdy się denerwują, ich oczy świecą na czerwono, by wraz z nadejściem spokoju przybrać niebieską barwę. W przypływie gniewu gotowe obrócić w pył całą ludzką wioskę. Omu. Jak je ujarzmić? Nie igrać z Naturą. Dokładnie takie samo przesłanie niosą zaczerpnięte z japońskiego folkloru Dziki Nago z Księżniczki Mononoke. Omu to insekty, kojarzące się bardziej z klimatami SF, ich oczy przypominają światełka alarmowa. Leśne stworzenia z późniejszego obrazu Miyazakiego nasuwają natomiast skojarzenia ze światem baśniowym. Obydwa stworzenia swoim zachowaniem prowokują ludzkość do myślenia.

Omu

Poza Omu godnymi uwagi filmowymi istotami są Kolosy/Żołnierze Boga (inaczej Warriors of God, to właśnie one odpowiedzialne są za katastrofę podczas Siedmiu Dniu Ognia). Ciekawe jest to, że właśnie dzięki narysowaniu Kolosa w rozstrzygającej scenie filmu, animator Hideaki Anno zyskał szansę na rozwój swojej kariery. Całe szczęście. W ten oto sposób zrealizowana mogła zostać Neon Genesis Evangelion (1995) . Seria przez wielu uznawana za bardzo udaną.

W filmie jeden z Kolosów został znaleziony w mieście Pejitei. Jawił się jako duża bryła materii organicznej. Torumekianie (to ci w opozycji do ludzi z Doliny Wiatru, wiecie uważają, że przyrodę można sobie podporządkować) próbowali go ożywić, ale zdecydowanie zrobili to zbyt wcześnie, powodując rozpuszczenie jego ciała wkrótce po wciągnięciu go na pole bitwy.

Żelazny Kolos

To co najbardziej podobało mi się w filmie to jego aspekt wizualny. Delikatne, pastelowe barwy kapeluszy grzybów (w produkcji do kreacji świata przedstawionego użyto 263 kolorów!), świecące macki Omu, które były w stanie wnieść wysoko w górę główną bohaterkę czy podziemie Zatrutego Lasu. Krystalicznie czyste. Dzięki tym zabiegom film bardzo odstresowuje. Przynajmniej na mnie w ten sposób podziałał.

Macki Omu

W filmie ciekawe jest połączenie świata przyrody z technologią, a konkretniej samolotami. Miyazaki nigdy nie ukrywał swojego zamiłowania do lotnictwa. Duże sterowce transportowe Torumekian są wizualnie podobne do samolotu transportowego „Gigant” ME 323, ich broń przypomina karabiny spadochronowe FG-42, a ich czołgi wyglądają podobnie do dział szturmowych Sturmhaubitze 42. Ponadto Asbel w swoim czerwonym powietrznym pojeździe przypomina Czerwonego Barona, przerażającego niemieckiego pilota myśliwskiego z I wojny światowej. Takie smaczki mogą być niewątpliwie interesujące dla miłośników historii. To kolejny powód, żeby sięgnąć po ten tytuł.

Zerknijcie na te zdjęcia:

Podsumowując, film spodoba się wszystkim fanom twórczości Miyazakiego, a także tym, którzy być może jeszcze jej nie odkryli, ale zachwyca ich kreacja, która jest w stanie przenieść nas do magicznego, acz niepokojącego świata. Są także czuli na rozpaczliwe wołanie Matki Natury o zaprzestanie jej niszczenia. Obraz warto obejrzeć także z powodu bardziej prozaicznego, dobrze jest prześledzić, od czego zaczynał twórca tak uznanych tytułów, jak Spirited Away: W krainie bogów czy Ruchomy Zamek Hauru. Miła będzie to podróż. Mimo, że nie tak dynamiczna jak w wyżej wymienionych tytułach. Niezmiennie warto.

Na koniec kilka ciekawostek:

Nausicaans to obcy przybysze, którzy pojawili się w serialu Star Trek: Następne pokolenie: Tapestry (1993). Zgadnijcie, jakim filmem inspirowali się twórcy przy wymyślaniu ich nazwy? 😉

Główna bohaterka została nazwana Nausicaa od bohaterki Odysei Homera o imieniu Nauzykaa.W mitologii greckiej znaczy królewna.

Amerykańska wersja filmu Warriors of the Wind (1985) była krótsza od oryginału o ponad 20 minut, historia została uproszczona, a cześć imion postaci zmieniono (dla przykładu główna bohaterka nazwana została Zandrą). W dużym skrócie produkcja stała się pośmiewiskiem w oczach widowni, a sam Miyazaki nie umiał ukryć wzburzenia.

Jakie były tego konsekwencje? Gdy przy dystrybucji Księżniczki Mononoke (1997) owiany złą sławą producent Harvey Weinstein, upierał się, żeby skrócić film, jeden ze współpracowników Miyazakiego, Toshio Suzuki postanowił szybko załatwić sprawę. Wysłał Weinsteinowi japoński miecz, katanę z wyrytym na ostrzu napisem – „NO CUTS”. :) Można?Można.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: