Recenzje

Lovecraft w animacji. Czy twórcy “White Walls” udało się oddać niepowtarzalny klimat mistrza grozy?

Przyszło nam żyć w niezwykłych czasach. Wstając rano, z pewnością niejedno z was zadaje sobie pytanie — czy to się dzieje naprawdę? A może zaraz obudzimy się z tego koszmarnego snu i cały świat wróci do normalności?

Zerkamy na ściany — naszych towarzyszy niedoli, z którymi zdążyliśmy się zżyć od przeszło miesiąca. Szare, kolorowe, białe ściany. Symbol zamknięcia i ograniczenia, a jednak wystarczająco intrygujący dla pewnego Brytyjczyka do stworzenia o nich krótkiego filmu animowanego.

David James Armsby, bo to o nim tu mowa, zainspirowany twórczością amerykańskiego pisarza grozy Howarda Philipsa Lovecrafta, w ciągu raptem 10 dni nakręcił film White Walls – co po polsku oznacza po prostu Białe Ściany. Choć nazwa trafnie przedstawia nasze codzienne widoki w ciągu ostatnich tygodni, znajdziemy w nim znacznie więcej nawiązań, niż tylko tytułowe białe ściany. Zanim przejdziemy do analizy filmu, warto dowiedzieć się czegoś o wspomnianym pisarzu.

Życie Lovecrafta urodzonego w 1890 roku w Providence, Rhode Island, od samego początku naznaczone było tragedią. Przedwczesna śmierć ojca i dziadka, toksyczny wpływ matki oraz porażki w edukacji odcisnęły na młodzieńcu olbrzymie piętno. Można jednak powiedzieć, że było to też jego błogosławieństwem, bowiem nic tak nie inspiruje artystów, jak ich własne doświadczenia. W ciągu prawie trzech dekad twórczości, proza HPLa nosiła znamiona stylu wielu pisarzy grozy poprzedniej epoki. Lovecraft czerpał pełnymi garściami z dzieł mistrza gotyckiego horroru Edgara Allana Poego, czy twórcy opowieści o duchach Henry’ego M.R. Jamesa.

“Samotnik z Providence” znany jest jednak głównie z wprowadzenia do kanonu opowieści grozy “Kosmicznego Horroru” zwanym też “Horrorem Lovecraftowskim”. W nurcie tym człowiek porównany jest do ziarnka piasku dryfującego po bezmiarze kosmosu, będącego placem zabaw potwornych, nihilistycznych, omnipotentnych bytów o nieodgadnionych zamiarach. Postaci centralne opowiadań Lovecrafta konfrontują się z wiedzą o istnieniu owych stworzeń, lecz jednoznacznie wiąże się to z nieodwracalnymi zmianami w ich życiu, szaleństwem lub często w najlepszym przypadku śmiercią.

White Walls

Głównym bohaterem trzy i pół minutowego shortu jest Mężczyzna (tak bowiem określony został przez narratora), żyjący w jednopokojowym, skromnie, żeby nie powiedzieć ascetycznie urządzonym mieszkaniu. Jego jedynym zajęciem w ciągu dnia jest patrzenie na znajdującą się przed nim białą ścianę. Co ciekawe, postać do złudzenia przypomina animowaną kopię samego Lovecrafta. Mężczyzna egzystuje spokojnie w swoim czterościenym, niezmąconym troskami i problemami świecie. Jego życie przewraca się do góry nogami w momencie, gdy ktoś uchyla drzwi frontowe, a ten zaciekawiony po raz pierwszy przekracza próg swojego domu. Wtedy też dokonuje zdumiewającego odkrycia.

White Walls

Świat zewnętrzny wydawałoby się nam tak bardzo prozaiczny, szokuje bohatera do tego stopnia, że ten nie jest w stanie objąć go rozumem. Dostrzega jedynie kształty i formy drzew, trawy, zwierząt i nieba opisywane przez narratora przy użyciu całej plejady epitetów, archaizmów i porównań w iście Lovecraftowskim stylu. Drzewa przyrównane są do “starożytnych, górujących, życiodajnych monolitów”, a ptaki postrzegane są jako “śpiewające stwory o stale zmieniających się kształtach”. Niesamowite wizje Mężczyzny momentalnie się kończą, gdy drzwi zatrzaskują się z hukiem, a on sam ponownie zostaje zamknięty w czterech ścianach. Jest to oczywiste nawiązanie do stylu Lovecrafta, bowiem postaci w jego opowiadaniach zwykle przez moment eksponowane są na widoki nie z tej ziemi, a następnie zmuszone są do powrotu do starego życia.

Powrót wydaje się jednak niemożliwy, gdyż obrazy i wizje z wizyty w ogródku zdążyły wyryć w umyśle Mężczyzny wyraźną bliznę. W ciągu kilku chwil przetoczył się przez niego prawdziwy emocjonalny walec — od strachu i zdumienia, przez radość i satysfakcję po smutek i złość, gdy zamykające się drzwi brutalnie odgrodziły go od poznania wszystkich sekretów świata. Mężczyzna nie ma wyboru — musi działać. Wylewa na białą ścianę farbę i w opętańczym szale za wszelką cenę próbuje przedstawić to, co widział na zewnątrz. Używa do tego wszystkiego, co ma pod ręką, łącznie z własną krwią. Efektem jest obraz przedstawiający przerażającego Cthulhu — Wielkiego Przedwiecznego, najbardziej charakterystyczną postać w mitologii Lovecrafta, często utożsamianą z tym, co nieznane i nieodgadnione.

White Walls

Wiele z tego, co widzimy w animacji Armsby’ego, powinno być traktowane przez nas jako metafora wiedzy i niewiedzy. Jednopokojowe mieszkanie jest wszystkim tym, co nasz bohater wie o świecie. Tak jak więźniowie przykuci łańcuchami do ściany w jaskini Platona, Mężczyzna obserwuje go z fałszywej, okrojonej, ale jednak bezpiecznej perspektywy. Czyż niewiedza nie jest błogosławieństwem? W uniwersum Lovecrafta to właśnie ona niczym niewidzialna tarcza chroni odkrywców przed popadnięciem w szaleństwo. Możliwości otwierają się przed Mężczyzną, dopiero gdy podejmuje ryzyko i opuszcza komfort czterech ścian (i zdrowia psychicznego), aby poznać prawdę.

Jak jednak rozumieć fragmenty, w których widzimy monumentalny posąg Cthulhu i groteskową postać Mężczyzny? W making of autor animacji tłumaczy, że wszystkie momenty przedstawione w odcieniach szarości są prawdziwe, a te za pomocą efektu sepii należy rozumieć metaforycznie. Historia jest zatem dość prosta — grupa badaczy, której częścią jest Mężczyzna, podczas wyprawy odnajduje monumentalny posąg Cthulhu i musi skonfrontować się ze swoim odkryciem. Bohater nie tylko przyjął do świadomości istnienie kultu czczącego Wielkiego Przedwiecznego, ale i możliwość, że owe monstrum mogłoby być prawdziwe.

White Walls

Wiedza ta jest tak niesamowita i przerażająca, że Mężczyzna nie jest w stanie jej pojąć. Jest też zarazem fascynująca, dlatego bohater za wszelką cenę próbuje odtworzyć to, co widział, licząc, że dzięki temu ją zrozumie i zdoła przekonać innych, by podobnie jak on otworzyli się na prawdę. Maluje obraz, ale to mu nie wystarcza. Postanawia więc okaleczyć swoich towarzyszy wyprawy i przytwierdza ich kończyny do własnego ciała, tworząc z siebie parodię samego Cthulhu. Czy coś mu to dało? Czy jak większość bohaterów opowiadań Lovecrafta popadł w odmęty szaleństwa, próbując zrozumieć coś, czego ludzki umysł nie jest w stanie pojąć? Na to pytanie musimy już odpowiedzieć sobie sami.

Przedstawienie Horroru Lovecraftowskiego nie jest sprawą prostą nie tylko dla twórców animacji, ale i producentów filmów fabularnych, seriali oraz gier komputerowych. Głównym problemem jest ukazanie motywu strachu przed nieznanym, z którego słynie ten gatunek. Zamiast biegającego z toporem po lesie morderczego drwala, czy sunącej przez ulice opustoszałego miasta hordy zombie, bohaterowie Kosmicznego Horroru konfrontują się z czymś nieskończenie przerażającym, czego nie potrafią nazwać jednym słowem. Stąd też bierze się charakterystyczne dla tego typu opowieści nagromadzenie epitetów i porównań, za pomocą których postaci próbują wytłumaczyć obserwowane przez siebie zjawiska i byty.

David James Armsby stanął na wysokości zadania. W prosty, krótki, ale wiarygodny sposób zaserwował nam stricte Lovecraftowski scenariusz. W Białych Ścianach mamy strach przed nieznanym, mamy poznanie zakazanej wiedzy, która sprowadza głównego bohatera do szaleństwa. Mamy też w końcu zamazanie granicy między tym, co realne, a nierealne. Czy i waszym zdaniem Armsby’owi udało się zawrzeć motywy przewodnie Kosmicznego Horroru? Czy czuliście niepowtarzalny klimat Lovecrafta, oglądając White Walls? A może znacie inne animacje, bazujące na opowiadaniach XX-wiecznego mistrza grozy? Koniecznie podzielcie się tym w komentarzach!

Cały film:

Rafał Komar

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: