Wiedza tajemna

Mroczne Czasy czy Era Brązu? Zdrada w szeregach Disneya i widmo bankructwa

Złota Era dla słynnego studia skończyła się wraz ze śmiercią Walta Disneya. Co działo się z firmą i nowymi produkcjami w kolejnych latach?

Mroczne Czasy oznaczają dokładnie to, co myślicie – ciężkie czasy dla disnejowskiego studia. 

Czy jednak było aż tak dramatycznie?

Przyjmuje się, że koniec Złotej Ery i nadejście Mrocznych Czasów, zwanych też Erą Brązu, nastało wraz ze śmiercią Walta Disneya i wydaniem w 1970 roku pierwszego filmu bez jego udziału, czyli Aryskotratów. Niektórzy uznają, że to jednak 101 Dalmatyńczyków (1961) zapoczątkowało tę erę przez wprowadzenie do disnejowskich animacji techniki kserografii, która odznacza się szkicowatym charakterem rysunków. 

Według wielu krytyków studio pozbawione swojego mentora nie tworzyło już takich animacji jak za jego życia. Co więcej, filmoznawcy zarzucają twórcom filmów powstałych w Erze Brązu brak wyobraźni, nastawienie wyłącznie na zysk finansowy i porzucenie tradycyjnej animacji na rzecz tańszej i szybszej technologii – wspomnianej wyżej kserografii.

Filmy pozbawione opieki Disneya nie cieszyły się takim uznaniem krytyków i sukcesem finansowym, jak wcześniejsze produkcje studia, ale gdyby było aż tak źle i każda bajka była wielką klapą, to studio by się przecież nie utrzymało. Jak więc było naprawdę?

Początki Ery Brązu

Kiedy do zmarłego w 1966 roku Walta dołączył w 1971 roku jego brat, Roy Oliver Disney, firma Walt Disney Productions została w rękach Donna Tatuma, Carda Walkera i Rona W. Mille’a.

W tym czasie Dziewięciu Staruszków Disneya, czyli grupa najwybitniejszych, ale myślących już o emeryturze, animatorów studia, zaczęło szkolenie nowych animatorów, którzy mieliby się stać ich następcami. 

Dziewięciu Staruszków Disneya

We wrześniu 1979 roku animator Don Bluth odszedł od Disneya i założył własną firmę, zabierając ze sobą 17 zaprzyjaźnionych kolegów po fachu. Był to wielki cios dla zespołu, który w uszczuplonym składzie nie dawał rady pracować tak szybko, jak wcześniej. Wraz z Donem Disney stracił 20% wszystkich animatorów.

Dlaczego ktoś miałby w ogóle chcieć odejść z tak bajkowej (!) pracy, jak ta w Walt Disney Productions?

Bluth nie godził się z nową, kserograficzną kreską Disneya i chciał przywrócić do życia klasyczny styl animacji znany ze wczesnych filmów studia, jak Pinokio (1940) czy Bambi (1942).

Don Bluth Productions okazało się wielkim rywalem Disneya w latach 80. Pełnometrażowe filmy, takie jak Dzielna pani Brisby (1982), Amerykańska opowieść (1986), Pradawny ląd (1988) i, traumatyczne dla mojego serca i psychiki, Wszystkie psy idą do nieba (1989) ugruntowały pozycję firmy na rynku filmowym. 

Wszystkie psy idą do nieba, 1989

Co więcej, Bluth chciał pierwotnie zrealizować Dzielną panią Brisby w Disneyu, lecz spotkał się z odmową ze względu na zbyt dojrzały i mroczny ton. Odrzucenie opowieści o dzielnej myszy było jednym z powodów, przez które Bluth i spółka opuścili studio.

Dzielna pani Brisby, 1982

W związku z koniecznością zatrudnienia nowych i niedoświadczonych animatorów na miejsce Blutha i jego kolegów, czas produkcji kolejnych filmów Disneya był znacznie wydłużony. Mimo tego większość nowych animacji odnosiła sukcesy (choć nie tak wielkie, jak te będące pod pieczą Walta). Biorąc pod uwagę, że kilka tytułów było nominowanych do różnych nagród i nawet wygrało kilka z nich, można by rzec, że ze studiem wcale nie działy się jakieś dramatyczne rzeczy. Wyróżnić tu należy film Bernard i Bianka (The Rescuers, 1977), który odniósł wielki sukces finansowy (o tym niżej). Jedyną prawdziwą katastrofą, zarówno finansową, jak i w oczach krytyków, okazał się Czarny kocioł (1985).

Filmy zaliczane do Ery Brązu:

Będący cztery lata w produkcji Aryskotraci z 1970 roku to ostatni film, którego projekt zatwierdził Walt Disney. Film odniósł umiarkowany sukces, ale mimo tego opowieść o paryskich kocich arystokratach określana jest często jako kultowa.

Aryskotraci, 1970

Pomysł stworzenia animacji z lisem w roli głównej trafił do studia jeszcze za życia Walta Disneya, ale jako adaptacja cyklu powieści o lisie (Reynard the Fox). Pomysł został odrzucony, ponieważ Walt uznał, że Reynard nie jest odpowiednim bohaterem. Po śmierci Disneya pomysł został zaktualizowany – postanowiono, że ekranizacji doczekają się przygody Robin Hooda. Opowieść o lisim złodziejaszku o złotym sercu trafiła do kin zimą 1973 roku. Film cieszył się zarówno dużym sukcesem finansowym, popularnością wśród publiczności, jak i rzeszą fanów, jednak krytycy odebrali go iście lodowato. Robin Hooda skrytykowano m.in. za zbyt częste wykorzystywanie elementów animacji pochodzących z poprzednich produkcji studia, jak Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków (1937), Księga Dżungli (1967) i Aryskotraci. Ponowne użycie wybranych fragmentów było uzasadnione – firma była w poważnych kłopotach finansowych przez przekroczenie budżetu pierwszej fazy budowy resortu Walt Disney World. Mimo podzielonych opinii i mieszanego odbioru film został nominowany do Oscara za piosenkę Love

Muszę dodać, że to nie tak, że film nie zasłużył na Oscara za pełnometrażowy film animowany! Akademia zaczęła przyznawać nagrody w tej kategorii dopiero w 2002 roku, a pierwszą statuetkę w historii zgarnął Shrek studia DreamWorks

Powstałe aż cztery lata później Przygody Kubusia Puchatka składały się z trzech segmentów – Kubuś Puchatek i miododajne drzewo (1966), Wiatrodzień Kubusia Puchatka (1968) i Kubuś Puchatek i rozbrykany Tygrys (1974). Liczące po 25 minut animacje trafiły na ekrany kin lata przed premierą Przygód. Po co więc studio połączyło te filmy? Otóż Walt Disney chciał zrobić pełnometrażowy film o przygodach misia o małym rozumku. Animacja nie odniosła sukcesu finansowego, ale była chwalona przez krytyków za wierność z książkowym oryginałem. Przygody Kubusia Puchatkanajwyżej ocenianym filmem swej epoki – na Rotten Tomatoes jego wynik osiągnął rzadko spotykane 100%.

Przygody Kubusia Puchatka, 1977

W 1977 roku zakończono również prace nad Bernardem i Bianką, które zajęły twórcom cztery lata. Tym razem naprawdę się opłaciło! Film odniósł gigantyczny sukces finansowy. Premierowy box office ustanowił nowy rekord, który zdetronizowała dopiero Amerykańska opowieść (1986) Dona Blutha. Film o dwóch dzielnych myszach był największym sukcesem Disneya tamtych czasów, zarówno finansowo, jak i w oczach krytyków. Bernard i Bianka przywróciło wiarę w przyszłość studia i doczekało się sequela w 1990 roku (Bernard i Bianka w krainie kangurów).

Bernard i Bianka, 1977

Pamiętacie, jak Don Bluth zabrał ze studia nie dość, że siebie, to jeszcze 11 innych animatorów? To właśnie przez to wydarzenie kolejny film Disneya był w produkcji cztery lata. Prace nad filmem Lis i Pies ruszyły w 1977 roku, ale film nie trafił do kin aż do lipca 1981 roku. Box office i tego obrazu okazał się sukcesem, chociaż film spotkał się z mieszanymi opiniami. Fani oryginalnej historii i krytycy zarzucali tej wykręcającej serce bajce, że różni się od swego pierwowzoru. Z biegiem czasu Lis i Pies zdobył swoje grono fanów (do którego też się zaliczam, chociaż jak tylko pomyślę o tym filmie, to mam szklane oczy).

Lis i Pies, 1981

Aż nadszedł bardzo mroczny czas dla studia, czarny niczym tytułowy Czarny kocioł, który sprowadził wielkie nieszczęście. Mający premierę w 1985 roku film można nazwać prawdziwą katastrofą – krytycy i widzowie nie zostawili na nim suchej nitki. Film określa się często jako najgorszy w całym dorobku studia. Autor książek, na których podstawie powstał Czarny kocioł, przyznał, że wprawdzie nie widzi podobieństwa między tym, co napisał, a tym, co obejrzał, ale i tak film mu się podobał. Miło z jego strony.

Czarny kocioł, 1985

Na całe szczęście rok później do kin trafił Wielki mysi detektyw, który cieszył się wielkim uznaniem krytyków i widzów. Sukces gryzoniowej intrygi podbudował studio. Disney zaczął prace nad kolejnymi projektami, jak Mała syrenka (1989) i Aladyn (1992). Warto wspomnieć, że za reżyserię tych trzech tytułów odpowiadał duet reżyserski Ron Clements i John Musker (chociaż w pełni odpowiedzialni byli tylko za te dwa ostatnie).

Mimo tego, że opowieść o przygodach mysiego Sherlocka Holmesa nie zarobiła tyle, co jej rywal ze studia Dona Blutha, Amerykańska opowieść (też o myszach!), to była wielce pomocna studiu i tak naprawdę uratowała je przed bankructwem (niczym Kopciuszek niemalże 40 lat wcześniej). Z tego powodu animacja często uważana jest za nieoficjalny początek kolejnej disnejowskiej ery, nazywanej Renesansem Disneya. 

Wielki mysi detektyw, 1986

Listę zamyka Oliver i spółka mający premierę w listopadzie 1988 roku. Film o rudym kotku i jego nowojorskich przygodach, mimo mieszanych recenzji, odniósł sukces finansowy i nawet zdobył Złotego Globa za najlepszą piosenkę – Why Should I Worry?. Ta wielce futrzasta animacja przywróciła filmom Disneya ich wcześniejszą, bardziej musicalową formę, która stanowić będzie również podstawę disnejowskiego Renesansu. Był to najbardziej dochodowy film Ery Brązu.

Oliver i spółka, 1988

Koniec

Niektórzy krytycy disnejowskie produkcje z lat 1970 – 1988 uważają za jedne z najlepszych w historii studia. Dodając do tego faktu powyższą notatkę historyczną łatwo zrozumieć, że akuratniejszą i neutralną nazwą dla tych czasów jest Era Brązu, zamiast nacechowanych negatywnie Mrocznych Czasów.

Po wielkiej porażce Czarnego kotła w polityce Disney Animation Studios zaszły poważne zmiany. Od tego momentu studio miało wypuszczać jeden film pełnometrażowy każdego roku, zamiast jednego tytułu raz na 2-4 lata. Firma za długo pracowała nad poszczególnymi filmami, co przekładało się na rzadsze zyski. Dzięki nowym założeniom świeża premiera każdego roku miała zapewnić większą płynność finansową. Ta taktyka biznesowa obowiązuje do dziś.

Koniec ery nadszedł wraz z premierą Małej syrenki w 1989. Opowieść o czerwonowłosej Ariel zapoczątkowała kolejną epokę disnejowskiej animacji zwaną Renesansem Disneya i Drugą Złotą Erą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial