Recenzje

“Pradawny ląd”, czyli jak historia malutkich dinozaurów podbije Wasze serca

Don Bluth stworzył uczuciowy rollercoaster, który nie nudzi ani przez sekundę. W zaledwie 60 minut doświadczycie całego spektrum emocji.

Dawno, dawno temu, wcześniej, niż można to sobie wyobrazić, zanim pojawiły się słonie, bizony i ludzie, wydarzyła się pewna historia…  

Akcja trzeciego filmu Dona Blutha umiejscowiona jest około 66 milionów lat temu, pod koniec okresu kredy ery mezozoicznej. Znając historię, podskórnie czujemy, że koniec tej opowieści może być tragiczny. Przez cały seans bałam się, że niedługo wydarzy się coś bardzo, bardzo złego, więc na podorędziu trzymałam chusteczki. Wizja, że twórcy mogą przedstawić zagładę wielkich gadów, a w tym głównych bohaterów, wykręcała mi serce od pierwszych scen.

Twórcy zabierają nas na podróż do dalekiej prehistorii, gdzie głównymi bohaterami są dinozaurze dzieci. Nie jest to najlepszy czas na urodzenie się – gdy z nieba zaczyna spadać popiół, a brak roślinności przynosi wielki głód, wielkie gady muszą wyruszyć w długą drogę do miejsca, w którym będą bezpieczne. Za skałą przypominającą długoszyjca, za płonącymi górami, gdy świetlisty krąg przejdzie po niebie jeszcze wiele razy, dinozaury dotrą do Wielkiej Doliny, gdzie nigdy nie zabraknie im krystalicznej wody i bujnej roślinności. A przynajmniej w to wierzą.

Bohaterami jest pięcioro dzieci, które przez wielkie przepaście powstałe w wyniku ruchów górotwórczych, zostały rozdzielone ze swoimi rodzinami. Żeby dotrzeć do Wielkiej Doliny i połączyć się z bliskimi, dzieci muszą stworzyć zgraną grupę i trzymać się razem, co wcale nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Dzieciaki nie mogą się od siebie chyba bardziej różnić – główny bohater, Stopka* jest długoszyjcem, bojownicza Cera to dumny i niezależny trójróg, nielatający Pteruś jest fruwaczem, gadatliwa Kaczusia pływaczem, a przypominający swym charakterem leniwca Szpic to kolczak. Grupa nie dość, że musi dotrzeć się między sobą, nie zboczyć z kursu i nie umrzeć z głodu, musi też unikać największego zagrożenia – krwiożerczych ostrozębów.

Czy uda im się dotrzeć do legendarnej krainy? Tego już Wam nie powiem.

Pradawny ląd, znany polskiej widowni również jako Zanim ruszył czas, to piękna i pełna ciepła opowieść o przyjaźni, akceptacji, znaczeniu rodziny i dążeniu do celu. Twórcy w zaledwie godzinę serwują nam emocjonalny rollercoaster wypełniony słodyczą i śmiechem, ale i cierpieniem i strachem. Film nie nudzi się nawet przez sekundę…

… chyba że oglądacie go w polskiej wersji językowej. Wtedy nie dość, że nudzi, to jeszcze irytuje.

Mając do porównania wersję oryginalną (angielskojęzyczną) i polską nie mogę zrozumieć, jak można było tak bardzo położyć dubbing. W wersji oryginalnej wszystkie głosy są podłożone w punkt, idealnie pasują do bohaterów. Aktorzy podkładający głosy pod polską wersję zostali dobrani fatalnie. Na wspomnienie głosu Kaczusiu, czyli Ducky, aż chce się płakać – Olga Bończyk w ogóle nie oddała charakteru postaci. Głos polskiego narratora nie jest pełen głębi i mądrości, jak ten w wersji angielskiej, a polski Stopka nie może się równać z oryginałem. Na uznanie zasługują natomiast Tomasz Marzecki w roli Starego Kopacza oraz Jacek Bończyk jako Pteruś. 

via GIPHY

Jeśli też nie lubicie dubbingu, który brzmi, jakby aktorzy czytali bajkę, to zróbcie sobie tę przyjemność i włączcie film w angielskiej wersji językowej (jeśli potrzebujecie, to z polskimi lub angielskimi napisami). Niestety, ale oprócz słabo dobranych głosów, miejscami kuleje również tekst polskiego dubbingu, który np. popsuł postać Pterusia.

* – tu mogę wyjaśnić, dlaczego nazywam głównego bohatera Stopką, a nie Liliputem czy Maluchem, jak w polskim dubbingu i tłumaczeniu. Po pierwsze, Liliput to okropne imię i nie wiem, jak tłumacze na nie wpadli. Maluch zaś nijak nie odnosi się do postaci – w oryginale imię dinozaura to Little Foot, czyli Mała Stopa, czyli właśnie… Stopka. Imię długoszyjca nie jest też bez znaczenia – maluszek często mości się w wielkich śladach stóp dinozaurów, które były wielkości tych, które zostawiała jego mama. Poza tym, w kolejnych sequelach właśnie tym imieniem nazywany był bohater.

Wizualnie film jest ciepły i miękki – twórcom udało się pogodzić kserografię z klasyczną animacją, dzięki czemu kontury nie są tak ostre i szkicowate, jak w produkcjach Disneya z tego okresu.

Słodycz i czułość bijące z pierwszych scen udowadnia, że to wcale nie małe pieski są najsłodsze na świecie. Postaci są bardzo ładnie narysowane, ich ruchy są płynne i pełne życia. Tła są proste, ale sugestywne i dobrze komponują się z innymi elementami.

via GIPHY

Scena otwierająca przypomina mi jedne z pierwszych ujęć Małej syrenki, która powstała rok później – w obu przypadkach mamy do czynienia zarówno z piękną muzyką, jak i równie pięknymi podwodnymi obrazami.

Muzykę do filmu napisał Jamers Horner, który w późniejszych latach był kompozytorem przy takich filmach, jak Braveheart (1995), Titanic (1997), czy Piękny umysł (2001). W przypadku Pradawnego lądu jego praca również zasługuje na uznanie. 

Podsumowując, Pradawny ląd to piękny, mądry i ciepły film dla całej rodziny. Polecam go wszystkim niezależnie od wieku. Historia małych dinozaurów przyniesie Wam wiele wzruszeń i radości. 

Biegnijcie na Netflix!

PS. Odniosłam wrażenie, że fabuła disnejowskiego Dinozaura z 2000 roku jest bardzo podobna do Pradawnego lądu. Powstrzymam się od analizy, ale coś mi tu śmierdzi.

PS2. Animacja doczekała się aż 13 sequeli i serialu telewizyjnego.

PS3. Część krytyków przedkłada Pradawny ląd nad disnejowskiego Olivera i spółkę, który miał premierę tego samego dnia.

PS.4. Myślę, że twórcy powstałego sześć lat póżniej Króla Lwa nie inspirowali się wyłącznie japońskim serialem o lwim królewiczu, ale i scenami z animacji Dona Blutha. W których momentach? Z pewnością zauważycie, gdy obejrzycie film!

NIE CZYTAJCIE TEGO, JEŚLI JESZCZE NIE WIDZIELIŚCIE FILMU!

Głosu Kaczusiu, czyli Ducky, użyczyła wspaniała młoda aktorka, Judith Barsi. Dziewczynka została zamordowana przez swojego ojca zaledwie miesiąc po swoich 10. urodzinach. Przed śmiercią wyznała, że rola Kaczusiu była jej ulubioną. 

Zarówno Pradawny ląd, jak i Wszystkie psy idą do nieba (1989), gdzie zagrała Ann-Marie, weszły do kin dopiero po jej śmierci.

Przypomnijmy sobie wspaniałe “yup yup yup” tej zdolnej dziewczynki:

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: