Recenzje

„Szum morza”. O potędze nostalgii i o buntowniczkach, o których nie da się zapomnieć. Ten film to perełka

Szum morza jest wyjątkowy z dwóch powodów. Po pierwsze, nie został wyreżyserowany ani przez Hayao Miyazakiego, ani przez Isao Takahatę. Po drugie, jest wyjątkowo skromny, ale niepozbawiony smaczków. Jednym z nich jest charakter głównej bohaterki, Rikako Muto.

Szum morza. O czym jest ten film?

Szum morza (reż. Tomomi Mochizuki, 1993) to opowieść o dwójce nastoletnich kolegów, Matsuno i Morisaki, którzy zauroczyli się tą samą dziewczyną. Brzmi jak cliché? Trochę takie jest, ale to nie fabuła jest główną siłą filmu, a bezpretensjonalne i błyskotliwe dialogi. A uwierzcie, nie brakuje ich tutaj. Gdy obiekt uczuć obojga uczniów bezpardonowo zwraca uwagę jednemu z nich, że jego glos brzmi jak z filmów samurajskich, już wiem, że ten film będzie wyjątkowy. Charakterek głównej żeńskiej postaci Szumu morza to scenopisarski sukces. Nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że to ta dziewczyna zrobiła ten film. Jest niejednoznaczna: kapryśna, rozpieszczona (potrafi narzekać nawet na kolor misek), ale i wrażliwa, ot znająca swoją wartość. Dla małej miejscowości taka pyskata (acz nie wulgarna) przybyszka to szok!

Rikako przeniosła się ze szkoły w Tokio do tej znajdującej się w nieco mniejszym mieście, mianowicie w Kōchi na wyspie Sikoku. Dziewczyna musiała zmienić swoje miejsce pobytu ze względu na skomplikowane relacje między jej rodzicami. Nie da się ukryć, że Muto odróżnia się od lokalnych dziewczyn. Nie straszne jej fochy, dąsy i cięte riposty. Chłopaki postrzegają jako postać silną, inteligentną, a przede wszystkim niezależną. Czy do końca tak jest? Czy dziewczyna rozbije przyjaźń? A może to nie są pytania, jakie stawia nam film? Tak naprawdę bowiem głównym jego przekazem jest uzmysłowienie widzom, że to co kiedyś istniało w naszych głowach jako wydarzenie tragiczne (nieodwzajemniona miłość, kłótnia z najbliższym przyjacielem, niefortunny egzamin), za kilka lat może przybrać odcienie przejmującej nostalgii. Pięknie zilustrowane zostało to w scenie finałowej. Więcej nie zdradzam. 🙂

Rikako, Szum morza

Mochizuki przed swoim debiutem w Studiu Ghibli mógł się poszczycić takimi tytułami jak 48-odcinkowe anime, Kimagure Orange Road (serii przypisuje się wywarcie ogromnego wpływu na spopularyzowanie anime i mangi w Europie, wymieniana jest w tym kontekście obok Dragon Balla) czy Ranma ½ (Studio Deen). Ten ostatni tytuł utrzymany jest w konwencji komediowej. Mochizuki wyreżyserował także Porphy no Nagai Tabi (Nippon), będącą adaptacją książki The orphans of Simitra w ramach cyklu World Masterpiece Theater oraz 26 odcinkową serię Absolute boy. W swoich początkach twórca mocno krążył wokół nurtu shōjo-muke-anime, czyli anime dla dziewczyn. I może właśnie te doświadczenia sprawiły, że główna bohaterka Szumu morza jest bad-assem, a nie mimozą! Do tej ostatniej jej naprawdę bardzo, bardzo daleko.

Kimagure Orange Road

Gdybym miała określić, czy twórcy Kimagure Orange Road bliżej do Miyazakiego, czy Takahaty, powiedziałabym, że zdecydowanie Takahatay. Szum morza jest wycinkiem z życia trzech osób, których drogi zeszły się ze sobą. Nie ma tu miejsca na baśniowe, mitologiczne stworzenia charakterystyczne dla Miyazakiego (choć Takahata też od czas z nimi eksperymentuje, to umówmy się-rzadziej), więcej jest realizmu i grania na naszych emocjach za pomocą samych głosów aktorów i ich wypowiedzi. Mimo że film jest dobry, to wielu widzom z niewiadomych przyczyn nie zapadł w pamięć. Należy pamiętać, że to właśnie Mochizukiemu udało się wykreować jedną z najbardziej charyzmatycznych kobiecych postaci Ghibli. Gdyby nie Rikako moglibyśmy nie doczekać się fenomenalnej Shizuku z Szeptu serca (Yoshifumi Kondō). A to byłaby duża strata, żeby nie powiedzieć olbrzymia, gdyż uważam ten film za jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy, obraz studia. Nie wiem, jak w przyszłym tekście uda mi się przelać na papier ten niekontrolowany zachwyt Szeptem. Pomartwię się później, bo chyba trochę odbiegłam od tematu. 😉 Wróćmy zatem do Mochizukiego i jego Szumu morza. Należy podkreślić, że pewna scena z filmu może obruszyć nieco wrażliwszych widzów, kadr z niej zamieszczam poniżej.

Szum morza. Bohaterowie policzkują się wzajemnie

Kadry z życia

Porównanie twórcy do Takahaty ma jeszcze jedną solidną postawę. Film w pewnym aspekcie mocno przypomina obraz tego pierwszego Powrót do marzeń. Ten pewien aspekt to aspekty wizualny. W dziele Takahaty podczas wspomnień głównej bohaterki Taeko brzegi ekranu często się rozmywają, przybierając białą barwę, u Mochizukiego często wyświetlane są zastygłe kadry z życia bohaterów otoczone, geometryczną, surową bielą. Wydaje mi, że Takahata w swoim Powrocie do marzeń poprzez taki zabieg, chciał podkreślić, jak magiczne były chwile dziecięcych, nastoletnich lat, zaś Mochizuki wykorzystuje umieszczanie w filmie fotografii, jako pewnego rodzaju przypomnienie, że z całej tej sceny, rozgrywającej się w latach młodości, zapamiętamy dokładnie tyle – wycinek. Posądzanie Mochizukiego o naśladowanie Takahaty jest zatem pozbawione sensu.

Kadr z filmu Szum morza
Urywki z młodzieńczych lat mienią się niczym tafla wody, Szum morza

Podsumowując, film nie ma zawrotnego tempa, nie doświadczycie podczas seansu palpitacji serca, co nie zmienia faktu, że jest godny uwagi. Porównywanie go do epickich obrazów tj. Laputa podniebny zamek czy Grobowiec świetlików nie są w tym miejscu zasadne, tytuł jest bowiem pierwszym pełnometrażowym telewizyjnym filmem Ghibli. Już samo to powinno dać widzowi do zrozumienia, że nie efekciarstwo będzie tu grało pierwsze skrzypce. Trzeba było chwycić się krwistych bohaterów i to reżyserowi się udało. Zwłaszcza z Rikako. Brawa też za japoński dubbing.

Obraz dobrze się będzie oglądać w jesienny lub letni wieczór, kiedy to nachodzi ochota na podziękowania za młodość, która choć często wyboista, częściej jest po prostu niezapomniana i wyjątkowa. I wspominana z ciepłem w sercu. Ja przynajmniej dokładnie tak ją wspominam. 🙂

Dla ciekawskich:

Obraz ma dwa angielskie tytuły: I Can Hear the Sea i Ocean Waves. Wynika to z faktu, że dystrybutorzy z USA długo nie mogli się na jakikolwiek zdecydować. Zrobiło się troszeczkę zamieszania.

Pod koniec filmu możemy zobaczyć plakat poprzedniego dzieła Ghibli, Szkarłatnego pilota Miyazakiego (1992).

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: