Recenzje

„Rodzinka Yamadów”, czyli hołd dla Bashō i prozy życia codziennego. Doceniajmy małe momenty

Choć może powinnam napisać poezji. Bo właśnie w takich kategoriach codzienność postrzegają Matsuo Bashō, Yosa Buson, Taneda Santōka.

Są to japońscy autorzy haiku, czyli krótkich wierszyków o prawach naszej egzystencji i jej związkach z przyrodą. Reżyser Rodzinki Yamadów (1999), Isao Takahata, wieńczy nimi poszczególne sceny filmu. Obraz to dowcipna opowieść o przemijaniu. Nie bójcie się, nie jest przygnębiająca, bardziej ciepła. Zdecydowanie warto dać jej szansę, nie w każdym filmie macie okazję zobaczyć przejażdżkę babci na mieniącym się pastelowymi kolorami olbrzymim ślimaku. Tak, w filmie pojawiają się motywy fantastyczne, jak zazwyczaj u twórców ze stajni Ghibli.

„W cykaniu cykady nie słychać zbliżającej się śmierci”

Film opowiada o losach typowej rodziny przedstawicieli klasy średniej. Mamy zestresowanego ojca Takashiego, opiekuńczą mamę Matsuko, nastolatka Noboru, który marzy o tym, aby jego rodzice byli bardziej stylowi i inteligentni (o tym jak bezsensowne jest takie psioczenie m.in. opowiada film) oraz nieco mniejszego berbecia, dziewczynkę Nanoko. Aha jest jeszcze babcia Shige. Historia jest zbiorem uroczych skeczy z ich życia przeplatanych sekwencjami autorstwa japońskich poetów. Skondensowana myśl haiku potrafi w zgrabny sposób podkreślić towarzyszące ludziom emocje, radości i lęki. I tak na przykład, przechodząc koło wiśni japońskiej, nestorka rodu Shige, zastanawia się, ile wiosen przyjdzie jej jeszcze przeżyć, podczas których będzie mogła podziwiać pięknie kwitnące drzewo. Następnie widzimy, jak odwiedza ona w szpitalu swoją ciężką chorą przyjaciółkę. Obraz ten zwieńczony jest słowami Basho: „W cykaniu cykady nie słychać zbliżającej się śmierci”. Wymowne.

„Wiosenny deszczyk pada. Ciepło ubrani idą, gawędząc”

Gdy Takashi zapomina z domu parasola, początkowo wścieka się, gdy jednak wybiegają do niego dzieci i wraz z nim idą w strugach deszczu, mężczyzna wyraźnie się rozpromienia. Scena skwitowana jest fragmentem poezji Busona. Na ich przemoczone, kolorowe palta pada błękitny promyk górskiego światła. Przykładów na takie subtelne podkreślanie przez Takahaty małych momentów codziennego życia w tym filmie jest mnóstwo, on się właściwie z nich składa. Tak samo, jak życie.

Rodzinka Yamadów, Ghibli

Wizualnie film pod pewnym wzgledem nie różni się bardzo od późniejszego dzieła Takahaty Księżniczka Kaguya (2013). Obraz wypełniają głównie szkice, a tylko niektóre sceny są perfekcyjnie wykończone, z soczystymi kolorami i detalami. Można powiedzieć, że Takahata ma taki styl, wg mnie jest po prostu nieco bardziej leniwy od Hayao Miyazakiego (Spirited Away: W krainie bogów, Ruchomy zamek Hauru, Ponyo). Wybaczam mu to, bo akurat w przypadku zbioru krótkich, zabawnych historyjek, szkice zdają egzamin. Bohaterowie wyglądają co prawda jak wyrwani z jakiegoś komiksowego, satyrycznego paska w gazecie, ale ma to tutaj swój sens. Bardziej skupiamy się na postaciach, ich emocjach, grymasach niż na zewnętrznym świecie. A te są przedstawione w sposób bardzo karykaturalny. Zresztą spójrzcie sami, tło jest rozmyte, w centrum naszej uwagi jest przede wszystkim sympatyczna rodzinka:

Rodzinka Yamadów, Ghibli
Rodzinka Yamadów, Ghibli

Fantazyjny prolog

Pierwsze minuty filmu wypełnione są retrospekcjami ze ślubu głównych bohaterów, a także ich późniejszych wspólnym metaforycznym pokonywaniem fal. To właśnie w tych scenach Takahata najbardziej puścił wodzę fantazji. Obserwujemy jak Takashi i Matsuko zjeżdżają razem po weselnym torcie czy też pływają w niecodziennej łodzi podwodnej. A, no i pewnym momencie pojawia się olśniewający, olbrzymi ślimak, o którym wspominałam na początku. 😉

Rodzinka Yamadów, Ghibli

Rodzinka Yamadów to film, który zachęca do życia z zgodzie z filozofią zen, dostrzegania uniwersalnych prawd w z pozoru błahych wydarzeniach. Czyni to w sposób bezpretensjonalny, zabawny i uroczy. Warto.

Moja ocena: 7,5/10

Dla ciekawskich:

Film jest pierwszym dziełem Ghibli w całości wykonanym w technice cyfrowej. Takahata uparł się, aby kolory w obrazie, jak najbardziej przypominały akwarelowe plamy. Bez komputera się nie obeszło.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: