Recenzje

“Amerykańska opowieść”. Film, który podbił serca widzów i pokonał Disneya

Drugi obraz Dona Blutha rozbił bank i zawładnął sercami widzów na całym świecie. Czy po ponad 30 latach nadal ma taką moc?

Amerykańska opowieść z 1986 roku to drugi pełnometrażowy film, znienawidzonego przez studio Disneya, Dona Blutha. Animacja, podobnie jak pierwszy obraz z bluthowego studia, Dzielna pani Brisby, za głównych bohaterów ma myszy.

Tym razem Bluth zaserwował nam opowieść o rosyjskich, żydowskich emigrantach, którzy postanawiają szukać lepszego życia w Ameryce.

Pierwsze sceny filmu są naprawdę straszne. Przedstawiona zostaje nam smutna, rosyjska rzeczywistość, gdzie biedne myszy muszą walczyć o swoje życie podczas kolejnego najazdu kotów. W tle słychać ludzi zamieszkujących wioskę, którzy krzyczą, że atakują ich Kozacy. Scena ta uzmysławia nam, że Amerykańska opowieść to alegoria życia prawdziwych rosyjskich osadników, którzy zmuszeni wiecznym niebezpieczeństwem i biedą, uciekają za ocean, by spełnić swoje marzenie o bezpiecznym i dostanim życiu.

Podobnie, jak tysiące razy miało to miejsce w rzeczywistości, rodzina wchodzi na okręt do Ameryki i odpływa w dal. Wraz z głównym bohaterem, myszką Fievelem, słuchamy opowieści jego ojca, który przekonuje, że w ich nowym miejscu zamieszkania nie ma kotów, a wszystkie myszy w Ameryce prowadzą szczęśliwe i beztroskie życie.

Niestety, podczas wielkiego sztormu Fievel wypada za burtę. Czy uda mu się dopłynąć do Ameryki i odnaleźć swoją rodzinę? Czy mała mysz poradzi sobie sama w wielkim świecie? Czy w Ameryce naprawdę nie ma kotów? Przekonajcie się sami! 

Amerykańska opowieść to film dla całej rodziny i, mimo paru mrocznych momentów, spodoba się także młodszym widzom. Obraz porusza nie tylko temat emigrantów, amerykańskich sierot, różnic klasowych, ale również walki o bezpieczne życie. Mysi mieszkańcy ziemi obiecanej muszą bowiem zawalczyć o wyjście spod buta kociej mafii, którą dowodzi podły i przebiegły szczur.

Mysia historia jest prosta, ale mądra i chwyta za serce. Bohaterowie są dobrze napisani – czujemy, że rodzina Fievela naprawdę się kocha, a szef kociego gangu jest paskudnie nieprzyjemnym typem. Główny bohater wykazuje się wielką odwagą, hartem ducha i pomysłowością przez cały film, a to przecież tylko dziecko. W Opowieści nie zabraknie też ciekawych i oryginalnych pobocznych postaci, jak należący do złego gangu pierdołowaty rudy kot, który ma miękkie i dobre serce. I nie je mięsa.

Wizualnie film jest bardzo udany. Twórcy stworzyli piękne, klimatyczne tła, a bohaterowie są tak narysowani, że po paru minutach seansu zapominamy, że to animowane myszy. Na uznanie przede wszystkim zasługuje kulminacyjny moment filmu, w którym zastępy myszy wypuszczają na bandę kotów “tajną broń”. Mechaniczna konstrukcja jest naprawę straszna i nikogo nie zdziwi, że podłe futrzaki uciekają przed nią gdzie pieprz rośnie (dosłownie). Mroczna sekwencja przywodzi na myśl klimat obecny już w Dzielnej pani Brisby – widać, że Don Bluth miłuje się w mrocznej animacji. I bez dwóch zdań jest jej mistrzem.

Dubbing w oryginalnej, angielskiej wersji językowej jest bezbłędny – głosy aktorów zostały idealnie dobrane do poszczególnych postaci. Na wyróżnienie zasługuje nie tylko wówczas ośmioletni Phillip Glasser, który zagrał Fievela, ale przede wszystkim wybitny aktor Christopher Plummer, który idealnie oddał charakter (i akcent) francuskiego gołębia, Henriego. Niestety, polski dubbing pozostawia wiele do życzenia. Partie Fievela zagrała Magdalena Krylik, której nie udało się schować swojego kobiecego głosu – nie dość, że słychać, że chłopiec mówi głosem nieadekwatnym do swojej płci, to Krylik często doprowadza do bólu uszu i jest po prostu irytująca. Wojciech Machnicki nie spisał się dobrze w roli gołębia – jego gra aktorska i biedny, francuski akcent nie stworzyły tak udanej postaci, jak zrobił to Plummer. Pozostali aktorzy spisali się dobrze, ale ja przy odświeżaniu sobie tego tytuły będę sięgać tylko po angielską wersję językową.

Muzykę do obrazu napisał James Horner, który skomponował utwory również do następnego obrazu Dona Blutha, Pradawnego lądu z 1988 roku. Warstwa muzyczna w Opowieści jest przyjemna, ale najbardziej zapada w pamięć piosenka Somewhere Out There, którą śpiewa Fievel ze swoją starszą siostrą, Tanyą. Utwór nie tylko jest uroczy i melodyjny, ale to, jak został zaśpiewany przez tęskniące za sobą rodzeństwo, naprawdę chwyta za serce. Nikogo nie zdziwi, że piosenka została nominowana do Oscara. Przegrała jednak z kultowym utworem z filmu Top Gun, Take My Breath Away zespołu Berlin.

Przyznajcie, że to jest najbardziej urocza rzecz, jaką dzisiaj usłyszeliście:

Amerykańska opowieść Dona Blutha zawitała na ekrany kin pod koniec 1986 roku, parę miesięcy po Wielkim mysim detektywie Disneya, którego głównymi bohaterami również są myszy. Opowieść odniosła niespotykany sukces – pobiła dotychczasowy rekord animowanego box offisu ponad dwukrotnie (detronizując Bernarda i Biankę, 1977) i weszła do kanonu najbardziej kultowych bajek świata.

Biegnijcie na Netflix – znajdziecie tam nie tylko Amerykańską opowieść, ale i Pradawny ląd.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: