Recenzje Wiedza tajemna

“Czarny Kocioł”. Film, który niemalże zabił studio Disneya. Czy naprawdę jest aż tak zły?

Najmroczniejsza animacja słynnego studia została znienawidzona przez krytyków, fanów Disneya i rodziców. Przyjrzyjmy się zagadnieniu i oceńmy, czy słusznie.

W 1985 roku jeden film niemalże zabił animacyjnego giganta. Jak to się stało, że Czarny Kocioł poniósł porażającą klęskę? Poniżej recenzja obrazu i wyjaśnienie, co złożyło się na jego zły odbiór.

Młody świniopas marzy o zostaniu rycerzem, tymczasem opiekuje się magiczną świnką, na którą z kolei poluje zły król, który dzięki zwierzątku chce zdobyć Czarny Kocioł, który to umożliwi powołanie do życia niezniszczalnej armii umarłych, dzięki której król zapanuje nad światem. Super jak na disnejowską bajkę, nie?

Walt Disney Productions

Animację opartą o cykl powieści fantasy The Chronicles of Prydain (1964 – 1968) Lloyda Alexandra z powodzeniem można określić najmroczniejszą, jaką do tamtej pory wydało słynne studio. Należący do Ery Brązu Disneya Kocioł nie jest filmem dla małych dzieci, o czym nikt dobitnie nie poinformował rodziców przed kinową projekcją. Chciałoby się napisać, że to przecież niemożliwe, żeby Disney stworzył bajkę, której absolutnie nie chciecie pokazać swoim pociechom, ale muszę przyznać, że rodziciele mieli podstawy do oburzenia i znienawidzenia Kotła. Sceny z przerażoną świnką, której głowa ma być obcięta siekierą, mrok wylewający się z każdego zakątka ponurego zamczyska, finalne sceny z armią wojowniczych kościotrupów zombie, których spowija neonowa, zielona mgła czy żaba uwięziona w okazałym kobiecym dekolcie… No można było się wkurzyć, jak się zaciągnęło na seans latorośl. 

Walt Disney Productions

Krytycy również nie pozostawili na filmie suchej nitki – skrytykowali dosyć pogmatwaną historię, jak i wyjątkowo płaskie postaci. Cóż, trudno się z tym chociaż częściowo nie zgodzić – w ciągu 80 minut nie ma nawet sekundy, w której nic by się nie działo. Co chwilę spod ziemi wyłaniają się wiedźmy, duszki i księżniczki, a skakanie między wydarzeniami może przyprawić o zawrót głowy. Szkoda, że historia nie została lepiej napisana i całość można opisać w skrócie jako “bohaterowie przypadkowo spotykają się w zamku, uciekają z zamku, wracają do zamku, uciekają z zamku”. Nuda? Niekoniecznie, mi się całkiem podobało. Wprawdzie film powinien być dłuższy, co pozwoliłoby na złapanie oddechu i lepsze łączenie kolejnych wątków, ale twórcy mieli tutaj trochę pod górkę, co wyjaśnię w dalszej części tekstu.

Walt Disney Productions

Przyznaję, że psychologizacja postaci nie jest na najwyższym poziomie, ale z drugiej strony wszyscy spełniają swoje role i można nawet uwierzyć w nie najmądrzejsze decyzje podejmowane przez głównego bohatera, Tarana (to w końcu dzieciak, który lata z kijem za gęsiami, więc nie zakładamy, że ma powalające IQ). Ewidentnie Taran został zainspirowany Lukiem Skywalkerem, tyle że jest prosty i dosyć chamowaty. Księżniczce Eilonwy trochę poskąpiono charakteru, co momentalnie przywodzi na myśl Aurorę (Śpiąca królewna, 1959), Fflewddur Fflam mógłby mieć więcej do roboty, a duszki mogłyby mniej przypominać latające smerfy, ale ogólnie wszystko zagrało. Nawet romans Tarana i księżniczki sympatycznie wyszedł. Niestety, nie udało mi się do końca zrozumieć motywacji Rogatego Króla i tego, czy jest człowiekiem, czy gadającym szkieletem, ale jego armia umarłych wygląda interesująco.

Walt Disney Productions

Jednak niektóre postaci zasługują na wyróżnienie. Moją ulubienicą jest świnka Hen Wen, która jest absolutnie urocza i wspaniała. Szkoda, że nie zagościła dłużej na ekranie i pozostawiła niedosyt, podobnie jak świnka Pua z powstałej ponad 30 lat później Vaiany: Skarb oceanu

Walt Disney Productions

Futrzasty zwierzak o imieniu Gurgi również wyszedł ciekawie, jednak nie sposób nie odnieść wrażenia, że został on zapożyczony z Władcy Pierścieni. Gurgi to właściwie puchate oblicze Golluma, tyle że jest pazerny na żarcie, a nie biżuterię. 

Do oryginalnego, angielskiego dubbingu nie można się przyczepić. Na wyróżnienie zasługuje wspaniały aktor John Hurt, który postaci Rogatego Króla nadał prawdziwej złowieszczości. Muzyka Elmera Bernsteina zadziałała, jak należy – potęguje przerażenie albo niesie ukojenie w zależności od klimatu sceny. W filmie nie usłyszmy za to żadnej piosenki czy melodii, którą moglibyśmy sobie potem nucić. Twórcy chcieli skupić się na porażającej stronie wizualnej…

… która zwłaszcza przez pierwsze 10 minut wygląda dosyć słabo. Oglądając Kocioł można czasem odnieść wrażenie, że folie z postaciami zostały po prostu rzucone na tło i nikt nie przejmował się, jak całość będzie wyglądać. Efektem tego jest brak poczucia, że bohater rzeczywiście porusza się w danym otoczeniu. 

Jednak w niektórych częściach filmu, a zwłaszcza na końcu, gdzie z Czarnego Kotła wychodzą ożywieni zmarli, animacja jest zachwycająca. Paskudne zombiaki spowija neonowa mgła i całość przyprawia o dreszcze. Szkoda, że do filmu nie weszła cała sekwencja z zombie, ale o tym również poniżej.

Walt Disney Productions

Film był najdroższym wówczas projektem w historii studia. Jego budżet wyniósł 44 miliony dolarów, a nie zarobił chociażby połowy tej kwoty. Nawet Opowieść o troskliwych misiach odniosła większy sukces w box offisie. Ałć.

Mój werdykt? Czarny Kocioł jest nierówny, ale naprawdę niezły, zwłaszcza jak się weźmie pod uwagę niesprzyjające okoliczności jego powstawania. Jakie? O tym przeczytacie niżej.

Dlaczego wyszło, jak wyszło?

Rys historyczny po krótce: wybitni animatorzy Disneya, znani jako Dziewięciu Staruszków Disneya, szykowali się do przejścia na emeryturę. Z tego powodu szkolili swoich następców, którzy mieli poprowadzić Disneya ku nowej, świetlistej przyszłości i zapoczątkować kolejną, wspaniałą erę.

Ta sama grupa artystów, która stworzyła tego „potworka”, w kolejnych latach sprezentowała światu takie filmy, jak Piękna i Bestia, Aladyn, czy Król Lew. Jednak wspomniane hity powstały na początku lat 90., kiedy studiem zarządzał Michael Eisner i firma była skłonna podejmować różne ryzyka.

Jednak na początku lat 80. CEO Walt Disney Company był zięć Walta Disneya, Ron Miller. Studio miało prawa do Czarnego kotła już od 1971 roku i Miller wierzył, że adaptacja odniesie spektakularny sukces i przywróci Disneya do czasów jego świetności, ale, ale… Miller nie lubił ryzykować i obawiał się, że młody zespół nie podała i jest dla niego za wcześnie, by dał radę należycie nakręcić Kocioł. Opóźniał zatem rozpoczęcie prac, a młodym animatorom przypadł do zrobienia bezpieczny Lis i Pies (1981). Niektórzy z artystów, między innymi Don Bluth, o którym Disney myślał bardzo poważnie, kręcili nosem na prostą bajkę o zwierzętach – marzyła im się animacja, która będzie większym wyzwaniem.

Lis i Pies (1981)

Między innymi przez to w 1979 roku wspomniany Don Bluth odszedł ze studia z grupą swoich animatorów, niemalże trzaskając drzwiami. Disney został z młodym pokoleniem, m.in. Timem Burtonem, Johnem Lasseterem i późniejszym duetem Musker & Clements. Jestem przekonana, że gdyby Miller zdecydował się na podjęcie ryzyka i pozwolił Bluthowi i reszcie młodego zespołu pracować nad Kotłem, a nie Lisem i Psem, to nie dość, że Bluth by nie opuścił studia, to jeszcze film by na tym zyskał.

W 1981 roku prace nad Kotłem ruszyły – głównie przez to, że na ekrany kin zaraz miał wejść pierwszy film ze studia Dona BluthaDzielna pani Brisby (The Secret of NIMH, 1982), która była najmroczniejszą animacją, jaką miał zobaczył świat. Ewidentnie kierownictwo Disneya poczuło, że to jest idealny moment na ich odpowiedź pełną mieczy, zombie i innych mroczności.

Młodzi animatorzy postrzegali Kocioł jako wielkie dzieło, które otworzy przed nimi wrota wspaniałych karier, a samo zagości wśród najlepszych w świecie klasyków animacji, jako największe osiągnięcie animacyjne od czasów Pinokia (1940) czy Fantazji (1940) (tak naprawdę Śpiącej królewny z 1959 roku, ale w latach 80. film o Aurorze był nadal bolesnym tematem – dopiero 10 lat później studio zacznie być z niego dumne).

Animacja adresowana była do nastoletnich widzów, zatem twórcy dodali takie fragmenty, jak wspomniane wyżej zombie, zamachiwanie się siekierą na świnkę, zbliżenie na wielki dekolt, z którego zgniatających czeluści próbuje oswobodzić się żabka tak naprawdę będąca facetem, z którym właścicielka dekoltu chce się zabawić (!) i ogólnie pojętą przemoc. Przez to Czarny Kocioł stał się  pierwszym filmem Disneya z ograniczeniem wiekowym (dostał kategorię PG, czyli seans pod czujnym okiem rodzica).

Walt Disney Productions

Wszyscy animatorzy mieli na początku mniej więcej taki sam pomysł i mniej więcej takie same inspiracje z Gwiezdnych wojen i filmów fantasy z początku lat 80., ale pracowali w wielu całkowicie oddzielnych jednostkach i rzadko komunikowali się ze sobą. Efektem tego jest częste poczucie, że postaci zostały zaprojektowane do kilku różnych produkcji. Disney wcześniej korzystał z tego zagrania w Śpiącej królewnie nadając wróżkom bardziej okrąglutkiego wyglądu niż innym postaciom, czy w Bernardzie i Biance (1977), gdzie Madame Meduza znacznie odstaje przez swoją wyrazistą ekstrawagancję.

Kulminacyjnym momentem filmu miała być kilkuminutowa sekwencja, w której, dzięki tytułowemu Kotłowi, martwi wojownicy poddawani są odrażającej transformacji w żywe trupy. Co się z nią stało?

Walt Disney Productions

Na parę miesięcy przed premierą Czarnego Kotła CEO Ron Miller został zastąpiony przez Michela Eisnera, który nie był zachwycony filmem, ale taktownie docenił aspekt wizualny i techniczny. Natomiast Jeffrey Katzenberg, który zawitał w Disneyu razem z Millerem i został prezesem Walt Disney Studios, był przerażony zrealizowanym materiałem. Film nie spodobał mu się do tego stopnia, że zarządał natychmiastowego przemontowania i użycia innych materiałów. Zlecił producentowi, Joe Hale’owi, wycięcie wspomnianego zombiastego fragmentu. Hale stanął jak wryty i powiedział, że tego nie zrobi, więc Katzenberg ruszył do montażowni i sam zaczął wycinanie. W efekcie niemalże cała sekwencja została wręcz odrąbana, a cięcia były tak niezdarne, że w pewnym momencie dźwięk jednego z talerzy perkusyjnych będących w połowie wybrzmiewania został brutalnie urwany. Co więcej, artyści stworzyli nową, oryginalną paletę kolorystyczną specjalnie do tej sceny, lecz Katzenberg kazał pokolorować wszystko od początku i “po disnejowsku”. Pomimo cięć, które usunęły najkrwawsze detale, sekwencję z transformacją umarłych spokojnie można uznać za najbardziej wyróżniającą się na tle innych disnejowskich produkcji. Jest głośna, obrzydliwa, straszna, pełna zielonych płomieni i ognistych czaszek.

Walt Disney Productions

Inne sekwencje miały trochę więcej szczęścia, ale niewiele – zostały szybko przepisane i ponownie zaanimowane. Z oryginalnej układki wyleciało łącznie 12 minut – przez to nie tylko zostaliśmy pozbawieni świetnej sceny z zombie, ale ucierpiała również historia, której brakuje oddechu, wyjaśnień, zgrabnych połączeń i gagów.

Ron Clements (Mała syrenka, Aladyn, Vaiana) powiedział tak: “Ten film miał być naszą Królewną Śnieżką. Ale po prostu nie byliśmy na to gotowi”.

True that, Ron. Myślę, że adaptacja wyszłaby znacznie lepiej, gdyby wziął się za nią Don Bluth, który przy Dzielnej pani Brisby udowodnił, że mroczne animacje to zdecydowanie jego bajka.

Czy jednak Czarny Kocioł zasługuje na całkowite potępienie i wrzucenie w czeluście lochów Disneylandu? Myślę, że mimo wszystko nie powinniśmy być tak srodzy. Młode pokolenie starało się jak mogło, a efekty ich prac zostały częściowo pocięte, więc powinniśmy przymrużyć oko i sięgnąć po ten tytuł – w końcu to jedyny film Disneya z zombie!

Garść ciekawostek

Podczas projekcji próbnych z seansu wychodziły oburzone matki ze swoimi zapłakanymi dziećmi, ale to już nikogo po lekturze tego tekstu nie powinno dziwić. 

Don Bluth, zanim odszedł na swoje, stworzył świetną sekwencję porwania świnki przez pterodaktylowate stwory. Niestety, nazwisko animatora nie widnieje w napisach końcowych.

Eisner po porażce Kotła nakazał animatorom porzucić praktykowane od dziesięcioleci tworzenie scenariusza na podstawie grafik koncepcyjnych i storyboardów. Zamiast tego mieli wprowadzić typowy dla filmów live-action proces tworzenia storyboardów na podstawie scenariusza. Dzięki temu studio zaczęłoby się skupiać na historii, która nigdy więcej nie byłaby tak chaotyczna, jak w Kotle.

Twórcy planowali stworzenie specjalnej sekwencji holograficznej, która pozwoliłaby armii umarłych wejść między widzów. Errrrr, dobrze, że koszty im na to nie pozwoliły, bo kolejnego dnia studio stałoby w płomieniach w ramach rodzicielskiej wdzięczności.

Rzućcie okiem na parę wyciętych folii filmowych z gnijącymi ciałami:

Z powodu klęski kinowej Czarny Kocioł doczekał się wydania na wideo dopiero po przeszło 10 latach.

Jest to pierwszy film Disneya, w którym wykorzystano technikę komputerową. Bąbelki i tytułowy kocioł zostały stworzone przy pomocy komputera.

Zanim animacja trafiła do kin, Eisner przewrócił zasady panujące w studiu do góry nogami (nie żeby to nie było potrzebne – podobno osoby na kierowniczych stołkach pracowały tylko pierwszą połowę dnia, a drugą spędzały na masażach). Katzenberg z kolei przyswoił sobie historię studia i przekonał się, że animacja jest kluczem do sukcesu Disneya… ale na jego warunkach: szybko i tanio. Porażka Czarnego kotła niemalże zabiła studio, ale zamiast tego dała pretekst Katzenbergowi do wprowadzenia zmian w działaniu Disneya.

Tim Burton, który brał udział na wczesnym etapie prac nad filmem, był tak smutny przez porażkę Kotła, że całkowicie porzucił tradycyjną animację. Jak wiemy, Tim skupił się na filmach live-action i animacji poklatkowej.

Frankenweenie (2012) Time Burtona

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial