Recenzje

“Ruchomy zamek Hauru”. Opowieść o sile miłości

Wielowymiarowa historia, często określana jako jeden z najtrudniejszych w odbiorze obrazów od Studia Ghibli, zachwyca swoją złożonością i bogactwem przesłań.

Nominowany do Oscara Ruchomy zamek Hauru z 2004 roku to ósmy film w dorobku najbardziej kreatywnego animatora wszech czasów, Hayao Miyazakiego. Podobnie, jak jego poprzedni obraz, Spirited Away: W krainie Bogów, i ta opowieść zachwyca mnogością nieoczywistych znaczeń i refleksyjnych spostrzeżeń. 

W historii opartej o powieść fantasy Diany Johnson o tym samym tytule (1986) śledzimy losy młodziutkiej Sophie, która jest spokojną i unikającą ludzi kapeluszniczką mieszkającą w kraju w przededniu wojny. Po skończeniu pracy dziewczyna naciąga kapelusz tak głęboko, że niemal nic nie widzi, i wyrusza w odwiedziny do swojej siostry. Podczas drogi przejście zagradzają jej natrętni żołnierze, których Sophie nieudolnie próbuje zbyć. Z opresji ratuje ją pojawiający się znikąd niezwykle przystojny i ekstrawagancki mężczyzna. Intrygujący nieznajomy okazuje się słynnym pożeraczem dziewczęcych serc, czarnoksiężnikiem o imieniu Hauru. Krótkie spotkanie bohaterów nie uchodzi uwagi zazdrosnej o pięknego młodzieńca podłej i wyjątkowo otyłej Wiedźmie z Pustkowia, która wieczorem nachodzi Sophie i rzuca na nią czar. Zaklęcie jest nie byle jakie – młodziutka dziewczyna przemienia się w 90-letnią staruszkę. Nie mogąc nikomu powiedzieć o czarze i wiedząc, że nikt z bliskich nie zrozumie jej przemiany, Sophie opuszcza miasteczko i wyrusza na poszukiwanie antidotum. Na swej drodze spotyka zaczarowanego i niezwykle pomocnego stracha na wróble, który prowadzi ją do zamku Hauru…

Czy Sophie na zawsze pozostanie staruszką? Czy piękny czarnoksiężnik pożre i jej serce? Czy Sophie uda się uratować Hauru i pomóc mu wypełnić jego misję? Seans odpowie na te pytania, ale uwaga – zada Wam kolejne.

Ruchomy zamek Hauru to wielopłaszczyznowa historia, która podobnie, jak oscarowe Spirited Away: W krainie Bogów (2001), pod pozornie skomplikowanym fabularnym płaszczykiem skrywa cały wachlarz spostrzeżeń i niemoralizatorskich komentarzy. Miyazaki stworzył dzieło poruszające temat miłości, przyjaźni, odwagi oraz walki dobra ze złem, lecz uwagi wnikliwszych widzów nie ujdzie zagadnienie starości, przemijania, sensu prowadzeniu wojen oraz poszukiwania siebie.

W pięknej scenerii, przywodzącej na myśl XIX-wieczne Austro-Węgry, Miyazaki osadził bohaterów nieoczywistych, ale i niezwykle naturalnych. Ich kreacja jest typowa dla stroniącego od dychotomii Miyazakiego – postaci są prawdziwie ludzkie, pełne sprzeczności, przejawia się w nich dobro i zło oraz piękno i brzydota charakterów. Młodziutka Sophie o mentalności staruszki pozbawiona jest życia i można odnieść wrażenie, że nie szykuje się do trumny tylko dlatego, że zakład kapeluszniczy był oczkiem w głowie jej ojca. Dziewczyna nie szuka sobie żadnych rozrywek, omija mężczyzn, ubiera się tak, jakby sukienki podkradała swojej babci, do tego otwarcie mówi, że nie jest piękna. Dopiero przemiana w 90-letnią starowinkę wykrzesa z niej pewność siebie, zaradność, energię i chęć do życia. Pacyfistyczny czarnoksiężnik Hauru to również złożona persona – intrygujący i powalająco piękny mężczyzna przy bliższym poznaniu okazuje się infantylnym, próżnym, narcystycznym i niedojrzałym emo drama queen gotowym na poświęcenie siebie i swojego życia w walce o obronę wyższych wartości i ludzkich istnień. Nie można nie wspomnieć również o Wiedźmie z Pustkowia, którą poznajemy jako starą, zazdrosną i paskudną babę, lecz pozbawiona swoich magicznych mocy jawi się nam jako dosyć urocza i pragnąca miłości wiekowa ciocia. 

Kluczowymi postaciami są też dwaj mieszkańcy nietypowego zamku. Jednym z nich jest młody adept magii, Mark, oraz związany tajemną umową z Hauru demon ognia, Kalcyfer, który swoją mocą wprawia budowlę w ruch. Moje serce skradli również przemiły strach na wróble i pragnący miłości starutki piesek, Heen.

Jeśli chodzi o dubbing, to rewelacyjna jest zarówno wersja japońska, jak i angielska, gdzie w roli Hauru występuje Christian Bale. Aktor ma taki głos, że chyba każdej postaci dodałby sto punktów do seksapilu, co w połączeniu z wyglądem Hauru skutkuje u mnie rumieńcem za każdym razem, gdy włączam sobie scenę jego pierwszego spotkania z Sophie. Wszystkim natomiast gorąco, bardzo, nogami i rękami odradzam wersję polską. Niestety, ale wspaniali  Jarosław Boberek (Kalcyfer) i Joanna Jędryka (babcia Sophie) nie są w stanie zagłuszyć sztucznego Bartosza Adamczyka (Hauru) i infantylnej Beaty Wyrąbkiewicz (młoda Sophie). Wielka szkoda, że duet głównych bohaterów został tak niefortunnie dobrany – przez to filmu w polskiej wersji nie da się oglądać.

W odniesieniu do Adamczyka i paru epizodycznych postaci – nie wiem, o co chodzi z tą paskudną polską manierą. Czy aktorzy tak bardzo chcą być na deskach teatrów, że grają jak drewno?

Muzyka jest delikatna i ładnie wtapia się w tło, ale można mieć odrobinę żalu do Joe Hisaishiego o skromne zainspirowanie się twórczością słynnych środkowoeuropejskich kompozytorów, chociażby klasyków wiedeńskich. Natomiast motyw przewodni jest bardzo urokliwym walcem, który mi przywodzi na myśl przepiękną muzykę Yanna Tiersena do filmu Amelia (2001).

Czy tylko ja właśnie skończyłam taniec w objęciach Hauru?

Wizualnie film zachwyca. Miyazaki wykreował nie tylko piękny świat z urokliwymi miasteczkami, cudnymi łąkami, jeziorami i górami, ale pełen steampunkowych maszyn i konstrukcji żywcem wyjętych ze snów. Na pierwszym planie jest oczywiście tytułowy ruchomy zamek, który wygląda jak magicznie trzymający się zlepek części okrętów, domów, wieżyczek i tego, co udało się znaleźć na złomowisku. Na uznanie zasługują również machiny wojenne, których w obrazie przewija się cała masa, od lekkich podniebnych kajaków, przez potężne okręty wojenne, po gigantyczne bombowce przywodzące na myśl latające ryby. Oryginalne konstrukcje to konik reżysera, który słynie z zamiłowania do samolotów – wyraz jego pasji możemy podziwiać nie tylko w Ruchomym zamku Hauru, ale również powstałych wcześniej Nausice z Doliny Wiatru (1984) i Szkarłatnym pilocie (1992).

Na docenienie zasługują również nastrojowe i pełne drobnych szczegółów tła – niezwykła jest sypialnia Hauru, która jest przepiękną hybrydą stylów boho i gypsy.

Twórcy, typowo dla produkcji Studia Ghibli, skupili się przede wszystkim na tradycyjnej metodzie animacji. W moim odczuciu ręcznie tworzone obrazy mają niezwykły urok, nieporównywalny z CGI. Sam Miyazaki przyznał, że lubi Toy Story (1995), ale w jego pracach dopatrzymy się maksymalnie 10% komputerowej ingerencji w finalnych obrazach. I to czuć.

Ruchomy zamek Hauru to piękna i wieloaspektowa baśń, która z pozoru może wydawać się nielogiczna i niejasna, jednak po chwili zadumy historia i jej przesłanie stają się oczywiste. Hayao Miyazaki po raz kolejny podarował nam piękną opowieść o miłości, odwadze, wierze we własne ideały i bezsensie przemocy, czy to jeśli chodzi o koszmar wojny, czy oczyszczanie domu z robaczkowatych lokatorów. Przede wszystkim jednak Miyazaki kieruje naszą uwagę na temat starości, którą odczarowuje dzięki pięknemu dowartościowaniu. Pamiętajcie, wszyscy jesteśmy tak starzy, jak się czujemy.

Uwaga, spoiler!

Pod koniec filmu, gdy Sobie przechodzi przez drzwi prowadzące do dzieciństwa Hauru, słyszymy, jak krzyczy do młodziutkiego czarodzieja, żeby na nią czekał i odnalazł ją w przyszłości, po czym znika w magicznym tunelu. Zauważyliście, że właściwie pierwsze słowa, które dorosły Hauru wypowiada do Sophie to “I was looking everywhere for you”? Piękne i niesamowicie romantyczne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial