Recenzje

„Trio z Belleville”. Animowana satyra, która nie spodoba się każdemu. Hate It or Love It

Kiedy wnuczek zostaje porwany podczas Tour de France przez nowojorską, francuską mafię, kochająca babcia, oddany pies i trzy starsze panie ruszają mu na ratunek.

Taki opis obiecuje pełną akcji komedię, jednak twórcom nie udało się wykorzystać potencjału. W zamian otrzymujemy obraz wizualnie ciekawy, lecz męczący, nużący, dobijający i okrutnie przerysowany, którego jedna piosenka i gagi z czasów kina niemego nie mają szansy rozświetlić. 

Trio z Belleville

Nominowany do Oscara Trio z Belleville to powstały w 2003 roku pełnometrażowy film animowany wyreżyserowany i napisany przez Sylvaina Chometa, autora takich animacji jak Starsza pani i gołębie (1997) czy Iluzjonista (2010). Film zabiera nas początkowo do Francji, gdzie jesteśmy świadkami dzieciństwa i młodości wychowywanego przez babcię chłopca, którego marzeniem jest zostać kolażem. Gdy wnuczek zostaje porwany do Stanów Zjednoczonych, babcia i wierny pies wyruszają na ratunek. W odzyskaniu młodzieńca z rąk francuskiej mafii pomogą im wiekowe trojaczki, byłe gwiazdy jazzowego trio.

Trio z Belleville

Jak wspomniałam, pod kątem fabularnym film miał potencjał, jednak coś nie wyszło. Mimo zaledwie 82 minut Trio dłuży się niemiłosiernie i nie sposób nie odnieść wrażenia, że film skorzystałby na paru cięciach. Do listy zażaleń dopisuję obiecywany absurdalny humor, którego ani widu ani słychu. Przyznaję, uśmiech raz pojawił się na mojej twarzy, kiedy starsza pani wyjęła spod pazuchy granat ręczny. Odkładając na bok brak humoru, doceniam nostalgię wywoływaną babciną miłością, psią wiernością, prozą życia, ludzką samolubnością, okrutnym pędem świata i jego bezlitosnością.

Trio z Belleville

Niesamowicie smutną i przejmującą atmosferę potęguje oczywiście warstwa wizualna, obok której nie da się przejść obojętnie. Połączenie wysokiej jakości animacji oferującej ciekawą perspektywę z utrzymaną w brązach, przygaszoną, kolorystyką oraz kreską, która mimo swej karykaturalności jest niezwykle dosłowna i naturalna, tworzy brudny, nasycony prawdziwym życiem klimat. Jednak, w moim odczuciu, granice karykaturalności zostały przekroczone.

Trio z Belleville

Kiedy akcja przenosi się z Francji do Belleville będącego karykaturą Nowego Jorku, zaczęłam czuć oburzenie i obrzydzenie. Oczywiście, satyryczne przedstawienie świata jest w przypadku Trio ciekawe i odważne, ale borze szumiący, serio, ile można z tymi stereotypami? Wszyscy chyba wiedzą, że problem z utrzymaniem zdrowej wagi ma duża część amerykańskiego społeczeństwa, ale żeby wszyscy Amerykanie byli otyli to już lekka przesada, zwłaszcza jak się do tego doda Statuę Wolności w rozmiarze XXXXXXXL. Jedynymi osobami, o których można powiedzieć, że mają sylwetkę mieszczącą się w granicach zdrowej normy, są emigranci. Ogólnie Stany Zjednoczone sprowadzono do otyłości i hamburgerów, a Francję do żab, wina i Tour de France. Rozumiem, że miała być satyra, ale zabrakło mi tutaj umiaru, a, co za tym idzie, również dobrego smaku. Nie czułam się również komfortowo oglądając parodię słynnego występu francuskiej tancerki afroamerykańskiego pochodzenia Josephine Baker z początku lat 20. XX wieku. Może miała to być krytyka mężczyzn, który rzucają się na nią dosłownie jak małpy, ale jakoś nie kupuję tego.

Trio z Belleville

Mimo wszystko, kreacja głównych bohaterów zasługuje na uznanie, zwłaszcza kiedy zdamy sobie sprawę, że Trio z Belleville nie raczy nas praktycznie żadnym dialogiem. Wszystko opiera się rysunku i warstwie muzycznej, która właściwie zamyka się w poniższym utworze (przy okazji zobaczycie wspomnianą parodię występu Baker):

Szczególnie poruszyła mnie postać Bruno, wiernego psiaka, który zrobi wszystko, by odzyskać ukochanego opiekuna. Od początku filmu zwierzak doprowadzał mnie niemalże do łez – Chomet idealnie oddał jego psi żywot, psie zachowania, psi charakter. Mimo tego, że film uważam za paskudny jeśli chodzi o stopień przyjemności z obcowania z nim, to Bruno był tego wszystkiego warty. Zwykły, cudny pies.

Trio z Belleville

Podsumowując, Trio z Belleville to bez dwóch zdań film niezwykły. Tę surrealistyczną animację dla starszych widzów zaliczam do grona tych, które się albo uwielbia albo nie znosi. Szanuję ten obraz, ale należę do tej drugiej grupy.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: