Recenzje

„Książę Czaruś”. Śnieżka, Śpiąca Królewna i Kopciuszek walczą o jednego mężczyznę

Książę Czaruś (2018) to siódma filmowa propozycja od Vanguard Animation (Szeregowiec Dolot, Gnomy rozrabiają). Wypełniona po brzegi znanymi nazwiskami (zarówno w polskiej, jak i w oryginalnej wersji) produkcja koncentruje się na walce księżniczek o względy tytułowego przystojniaka o brązowych oczach. Reżyserem filmu został Ross Venokur (pracował przy tytule Rabusie fistaszków, 2015; również od Vanguard Animation).

W obsadzie znaleźli się Demi Lovato/Weronika Bochat-Piotrowska (złodziejka Laura Chuda a.k.a. Leoś), Wilmer Valderrama/Karol Jankiewicz (Książę Czaruś), Avril Lavigne/Marta Gałuszewska (Królewna Śnieżka), Ashley Tisdale/Ewelina Lisowska (Kopciuszek), G.E.M./Honorata Skarbek (Śpiąca Królewna), Sia/Anna Świątczak (Pół-Wyrocznia), Nia Vardalos/Elżbieta Jędrzejewska (Anemia Markotna) oraz John Cleese/Jarosław Boberek (Wróżka Chrzestna, Kat).

Elżbieta Jędrzejewska w innych rolach:

Zanim przejdę do oceniania Czarusia, pragnę dodać, że to drugi film animowany w karierze Avril Lavigne (pierwszym był Skok przez płot, 2006), a także Sii (debiutem piosenkarki był My Little Pony. Film, 2017). To również drugi występ Demi Lovato w tego typu produkcji (wcześniejszy zaliczyła w Smerfy. Poszukiwacze zaginionej wioski, 2017). Aha, jeszcze jedna ciekawostka! Wiedzieliście, że aktor odrywający tytułową postać, Wilmer Valderrama (Różowe lata siedemdziesiąte, Agenci NCIS), randkował między innymi z Avril Lavigne, Mandy Moore, Lindsay Lohan i Demi Lovato? Prawdziwy z niego Książę Czaruś!

Recenzja

Opisywany tytuł przeładowany jest znanymi nazwiskami, żartami i nawiązaniami do poprzednich wielkich dzieł światowej animacji (m.in. do Małej Syrenki, 1989 i Zaplatanych, 2010). Nie znaczy to jednak, że jest w jakikolwiek sposób wybitny (drugi Shrek to to nie jest). Zabrakło disnejowskiej magii, a w takim wypadku animację często ratuje niekonwencjonalny styl lub humor. W tym wypadku zbyt często bywa on przaśny, nietrafiony i nieco na siłę. Żeby nie było, że tylko narzekam, dodam, że film ma naprawdę sporo plusów. Jednym z nich jest niewątpliwie wątek Anemii Markotnej. Animacje z tą postacią należą do najlepszych w filmie (godne uwagi są jeszcze sekwencje z kobietami-gigantkami żyjącymi w lesie). Zraniona przez ojca Czarusia kobieta (rzeczona Anemia) rzuca na Księcia klątwę. Sprawia ona, że tytułowy bohater staje się obiektem westchnień wszystkich kobiet, które na niego spojrzą, a prawdziwa miłość wydaje się nieosiągalna. Otaczają go bowiem zgliszcza złamanych serc. Markotna pragnie udowodnić sobie i światu, że prawdziwa więź między zakochanymi nie istnieje. Czaruś próbuje ją jednak znaleźć, bowiem tylko w ten sposób uda mu się uratować królestwo i sprawić, że na nowo zakwitnie w nim najpotężniejsze uczucie na świecie. Czy mu się uda? Tego, rzecz jasna, nie zdradzę.

Kobiety-gigantki – tzw. Baby Schaby
Markotna (po lewej) mocno inspirowana jest postacią Diaboliny ze Śpiącej Królewny tudzież Czarownicy. Obie postaci były nieszczęśliwie zakochane i rzuciły klątwę na nowo narodzone dziecko. Ich wygląd też jest nieco zbliżony.

„Prawdziwą klątwą jest miłość bez wzajemności” – Książę Czaruś.

Wspominałam o plejadzie gwiazd w obsadzie. Spisują się one co najmniej dobrze, ale jest jeden szkopuł i w moim odczuciu jest nim Ewelina Lisowska w roli właścicielki szklanego pantofelka. Na pochwałę zasługują natomiast Honorata Skarbek w roli Śpiącej Królewny oraz Marta Gałuszewska, której Śnieżka jest delikatna, ale nie pozbawiona charakteru. O oryginalnej obsadzie nie chcę się wypowiadać, bo film oglądałam w wersji z dubbingiem. Jeśli chodzi o księżniczki, ciekawym zabiegiem było zestawienie ich ze sobą i spojrzenie na nie z perspektywy przebytych traum. Tyle, że potencjał pomysłu nie został do końca wykorzystany.

W Czarusiu podobała mi się także gra słów, której przykładem jest wyraz „trójpodbój” ( w filmie droga nie do przebycia, atak nie do odparcia, pojedynek z bestią nie do wygrania), którego podejmuje się główny bohater. Słowo to kojarzyć się może także z podbiciem trzech serc księżniczek. Takie smaczki są częstym elementem wszelkiej maści animacji.

Tytuł otrzymuję ode mnie notę 6/10 (mocne 6!), należy bowiem pamiętać, że produkcja skierowana jest do dziewczynek w wieku 7-12 lat. Pozycja spełnia swoją rolę – intryguje, dostarcza rozrywki i stanowi okazję do spojrzenia na postać Księcia w bajkach Disneya z nieco innej perspektywy. Mogło być lepiej, ale nazywać tytuł kompletną porażką jest mocno nie na miejscu (w moim odczuciu rzecz jasna). Dlaczego? Możecie to wywnioskować z powyższych akapitów.

Jeśli chodzi o warstwę muzyczną produkcji, tutaj zamiast pisać, po prostu dam Wam jej próbkę do oceny! 🙂

Pst! Zwróciliście uwagę, że naszyjnik Aurory przypomina Myszkę Miki? 🙂

Książę Czaruś

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: