Recenzje

„Mitchellowie kontra maszyny”. Pokrzepiający film o sile rodziny. W obsadzie Olivia Colman

„Mitchellowie kontra maszyny” (2021) od Sony Pictures Animation [1] to film animowany z konkretnym przekazem — doceniajmy naszych najbliższych, choć z biegiem czasu z pozoru mogą wydawać się nam coraz bardziej dalecy. Reżyseruje Amerykanin, Michael Rianda (dyrektor kreatywny i scenarzysta w pierwszym sezonie serialu „Wodogrzmoty Małe”).

[1] Prawa do filmu wykupił Netflix prawdopodobnie z uwagi na sytuację pandemiczną.

W polskiej wersji językowej udział wzięli m.in. Natalia Kujawa (Katie Mitchell), Grzegorz Pawlak (Rick Mitchell), Barbara Kałużna (Linda Mitchell), Michał Podsiadło (Aaron Mitchell), Agnieszka Kunikowska (PAL), Lidia Sadowa (Haley Posey), Magdalena Wasylik (Abby Possey) Maciej Kosmala (Mark Bowman) i Przemysław Wyszyński (Eric). Moim zdaniem wyszło dobrze!

O czym jest film „Mitchellowie kontra Maszyny”?

Czasy współczesne. Film przedstawia losy na pozór zwyczajnej rodziny z USA. Mamy zwariowaną na punkcie kręcenia shortów nastolatkę Katie, mamy nieśmiałego (zwłaszcza w stosunku do płci pięknej) i zbzikowanego na punkcie dinozaurów Aarona. Mamy także rodzicielkę tej uroczej dwójki Lindę, która jest szeryfem w spódnicy całej familii (lubi przyznawać naklejki-gwiazdki za najmniejsze nawet osiągnięcia, ale z drugiej strony porównywać swoich bliskich do perfekcyjnych rodzin z sąsiedztwa i Instagrama). Mamy wreszcie ojca, który jest wielkim fanem przyrody, jazdy samochodem, ale niekoniecznie nowych technologii. (C’mon! Jak już wspomniałam, jego córka kręci świetne shorty, mógłby się tym zainteresować, nieprawdaż?). Tak się jednak nie dzieje.

Dzieciaki nie mają o czym rozmawiać ze swoimi rodzicami. Wszystko zmienić się ma w czasie samochodowej wyprawy do Kalifornii, gdzie na studia filmowe dostała się Katie. Głowy rodzinki postanawiają, że zamiast do pociągu czy samolotu wsadzą nastolatkę w rodzinną brykę i tym oto środkiem transportu w otoczeniu 'najbliższych’ pożegnają się z nią na czas bliżej nieokreślony. To chytry plan na zacieśnienie poluzowanych więzów między członkami rodziny. Na samochodowy pokład zostaje zabrany także Aaron oraz mops, Monchi. Tyle że przejażdżka okazuje się tak daleka od zwyczajnej przejażdżki, jak to tylko możliwe…. Tytułowi bohaterowie trafiają bowiem w sam środek apokalipsy robotów, a jakby tego było mało, okazują się jedyną nadzieją na jej zakończenie.

Mops Monchi, Sony Pictures Animation

Imię psiaka nie jest przypadkowe. Gdy reżyser filmu był nastolatkiem, jego starsza siostra dostała mopsa. Nazwała go Monchichi (inspirację odnośnie imienia zaczerpnęła z popularnej w latach 80. zabawki z Japonii). Objęta prawami autorskimi nazwa musiała zostać skrócona, i tak oto mamy Monchiego. Sam Rianda nie kryje swojej miłości do tych zwierząt:

„Mopsy to cudownie tragiczne stworzenia. Ich gałki oczne skierowane są w złą stronę. Ledwo mogą oddychać. Ale są tak pełne miłości i życia, zawsze z subtelnym uśmiechem na twarzy” – powiedział Rianda portalowi Polygon.

Plusy i minusy

Producentami filmu Mitchellowie kontra Maszyny są Phil Lord i Christopher Miller (Lego Przygoda (2014), Spiderman Uniwersum (2019)). To widać. Pomiędzy scenami często pojawiają się rysunkowe wstawki (2D), a nierzadko i podczas nich. To jest ciekawe i zdecydowanie na plus, ale nie najważniejsze. Najważniejsza jest konstrukcja postaci. Każdy członek rodziny Mitchellów budzi sympatię (przynajmniej moją) i jestem w stanie empatyzować z każdym z nich. Mam jednak nieodparte wrażenie, że dla większości z Was filmowe postaci okażą się bardzo bliskie.

Siłą tego filmu jest również nostalgia. W Mitchellowie kontra Maszyny znajdziemy nawiązania do takich filmów jak Ona (2013) czy Gremliny rozrabiają (1984). To właśnie do widzów tego ostatniego filmu twórcy puszczają oko, gdy w jednej ze scen serwują na ekranie olbrzymie kultowe zabawki Furbies.

Jeśli zastanawiacie, dlaczego Furbies przedstawiono w filmie trochę jak złowieszcze Gremliny, odsyłam TUTAJ.

Skąd tyle nawiązań? Katie jest zakręcona na punkcie kina, a twórcy niewątpliwie wielkimi pasjonatami swojego zawodu i popkultury. Więcej smaczków znajdziecie w tym filmiku:

To, co podobało mi się najmniej to motyw walki z robotami. Niektóre sceny sieczki zwyczajnie mnie nudziły. Niemniej jednak Agnieszka Kunikowska w roli PAL (sztuczna inteligencja w smartfonie, która chce wynieść roboty ponad ludzi) spisała się bez zarzutu. A i sama koncepcja PAL jest ciekawa.

W oryginalnej wersji językowej głosu Pal użycza Olivia Colman (Faworyta, The Crown)

Film bawi, wzrusza i pokrzepia. Czuć także, że twórcy podeszli do tematu kreatywnie (koniecznie obejrzyjcie napisy końcowe, choć w przypadku animacji to chyba oczywiste!) 🙂

Moja ocena 8/10

Aha, film jest przełomowy!

Po raz pierwszy w animacji od Sony Pictures Animation jedna z postaci honoruje LGBTQ+!

Zobacz też: „Spider-Man Uniwersum”. Oscarowe widowisko z kosmiczną warstwą wizualną. Kulisy i fakty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial