Recenzje

„Wyprawa na Księżyc”. Film coś w sobie ma, ale toporne piosenki psują jego odbiór

Wyprawa na Księżyc w reżyserii Glena Keane’a (producent wykonawczy Zaplątanych, reżyser Dear Basketball) ze scenariuszem Audrey Wells (Zatańcz ze mną, Był sobie pies) to przyzwoita animacja pełna kolorów w połączeniu ze średnio udanym musicalem.

W obsadzie polskiego dubbingu znaleźli się Justyna Bojczuk (Fei Fei), Antonina Krylik (mała Fei Fei), Katarzyna Łaska (Change’a), Tomasz Steciuk (Houyi), Jakub Strach (Chin), Marcin Franc (Gobi), Dominika Kachlik (Mama), Kamil Pruban (Tata), Agnieszka Kunikowska (Ciocia Ling), Marta Dylewska (Ciocia Mei) i Agata Góral (Pani Zhong). Spisali się oni naprawdę dobrze.

FABUŁA: Fei Fei jest przerażona, gdy jej tata przyprowadza do domu nową partnerkę cztery lata po śmierci mamy. Główna bohaterka wierzy w mityczną boginię Chang’e, o której mówi się, że marnieje na Księżycu, tęskniąc za swoim śmiertelnym kochankiem. Udaje się do niej po pomoc.

Film podobał mi się umiarkowanie, aczkolwiek wymaga on pewnego rozłożenia na czynniki pierwsze. Przy jego ocenie przede wszystkim warto poruszyć dwie kwestie.

Dużym plusem jest emanująca jasnymi, neonowymi kolorami animacja. Na długo w mojej pamięci pozostanie pojedynek ping ponga na Księżycu, który nasuwa na myśl starcie na różdżki z serii o Harrym Potterze, a dodatkowo ujmuje pewnego rodzaju abstrakcją (innym jej rodzajem w filmie jest na przykład pies tarzający się w gwiezdnym pyle i nadgryzający jedynego naturalnego satelitę Ziemi). Takich smaczków jest dużo więcej. Ponadto wielkie brawa należą się Katarzynie Łasce (śpiewająca Elsa z Krainy lodu), która użyczyła głosu bogini tego miejsca, gdyż naprawdę jej wyszło.

via GIPHY

Zobacz też: „Kraina lodu”. 25 rzeczy, których nie wiedzieliście o lodowatym filmie Disneya

Ogromnym minusem filmu jest toporność zaprezentowanych w nim piosenek (zarówno jeśli chodzi o teksty, jak i linię melodyczną). Słowa utworów (a jest ich w filmie sporo) są pozbawione jakiejkolwiek magii, często nawet się ze sobą nie rymują, są zbyt bezpośrednie. Główna bohaterka wybiera się poza orbitę Ziemi w poszukiwaniu mitycznej bogini i śpiewa coś w stylu 'Change’a lecę do Ciebie!’/ 'Muszę ratować rodzinę!’. Melodie zaś przypominają próbę odtworzenia disnejowskiego klimatu, ale bardzo nieudolną. Pod tym względem jest źle. Bardzo źle.

Jeśli zatem mamy do czynienia z połączeniem musicalu i animacji, a utwory w produkcji tak bardzo kuleją (wyjątkiem jest ten wykonany przez ww. już Katarzynę Łaskę) w mojej ocenie nie zasługuje ona na więcej niż 6. To, że obraz znalazł się w tegorocznej stawce Oscarowej, konkurując z takimi tytułami jak Sekret wilczej gromady czy Naprzód (zwycięskiego Co w duszy gra? jeszcze nie widziałam), niekoniecznie dobrze świadczy o Akademii. Co najwyżej o marketingu Netflixa.

KOŃCOWA OCENA: 6/10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial