Recenzje

„Arlo – chłopiec-aligator”. Godny uwagi i nietuzinkowy musical. Luizjana i NY

Arlo – chłopiec-aligator (reż. Ryan Crego, 2020) to przygodowy musical zrealizowany w technice 2D ❤️ i zabierający nas na bagna Luizjany, ale i do tętniącego życiem i pulsującego światłami Nowego Jorku. Tytuł serwuje mocno rozgrzewające się w boju o widza Netflix Animation. Ja jestem filmem co najmniej zaintrygowana i już wyjaśniam z czego owo zaintrygowanie wynika!

W polskiej obsadzie dubbingowej znaleźli się Paweł Skiba (Arlo), Marta Burdynowicz (Bertie), Janusz Kruciński (Ansel Beauregard), Hanna Chojnacka-Gościniak (Edmee), Jarosław Domin (Mały Tyci Toni), Maciej Radel (Furlecia), Magdalena Wasylik (Alia), Przemysław Glapiński (Marcellus), Agnieszka Matysiak (Stucky) oraz Bartosz Obuchowicz (Ruff). I spisali się na medal!

Arlo – chłopiec-aligator. Co to za tytuł?

Też chciałabym wiedzieć. Mnie nie zachęca do obejrzenia produkcji. Niemniej jednak nie dajcie się zniechęcić, bowiem Arlo – chłopiec-aligator ma do zaoferowania sporo dobrego. O czym w ogóle jest film? Aligator mówiący ludzkim głosem zostaje znaleziony w koszyku przez starszą kobietę mieszkającą nieopodal Nowego Orleanu. Babuleńka (z charakterkiem) przygarnia Arlo i tak sobie razem żyją do czasu, aż nasz aligator postanawia poznać swoje korzenie. Okazuje się bowiem, że urodził się w Nowym Jorku i tam też ma nadzieję poznać swoją historię i swojego ojca. W tym miejscu należy zaznaczyć, że protagonista jest absolutnie podekscytowany wizją wyprawy w rodzinne strony (to urodzony optymista, któremu tereny bagienne odrobinkę się już znudziły, nie ma też na nich przyjaciół). Plusem filmu (poza pogodnym usposobieniem ludzkiego aligatora) są dialogi ( porównanie samochodu do barki lądowej to dla mnie złoto) oraz piosenki skomponowane przez Alexa Geringasa – niektóre z nich są po prostu naprawdę ładne i dobrze wykonane (lepiej niż w oryginale, film oglądałam w polskiej wersji językowej).

Pomieszanie z poplątaniem

W czasie wyprawy Arlo do Nowego Jorku napotyka on na swojej drodze wiele nietuzinkowych postaci. I to właśnie z niektórymi z nich mam pewien problem. Furlecia przywodzi mi na myśl Królewnę Grudkowego Kosmosu z mającej wielu fanów Pory na przygodę (2010), której konceptu nie zrozumiem nigdy. Mówiąca męskim głosem kobieca postać moim zdaniem wyśmiewa kobiety niewystarczająco grzeczne, piękne, aczkolwiek mające o sobie wysokie mniemanie. Jest to niesmaczne. Nie podoba mi się również kreska Berty (przywodzi mi na myśl szkołę kalifornijską i rysunki z serialu Steven Universe (2013), które zupełnie do mnie nie przemawiają), aczkolwiek akurat ta postać jest przeurocza. Pozostałe filmowe charaktery, przynajmniej jeśli chodzi o ich projekt, nie wadzą mi. Zatytułowałam ten nagłówek pomieszanie z poplątaniem, ponieważ urokliwe piosenki mieszają się tutaj z niekoniecznie urokliwą kreską oraz konceptem niektórych postaci. Zakończenie jest satysfakcjonujące, a historia przekonująca. Po seansie ma się poczucie dobrze spędzonego czasu.

Furlecia, Netflix Animation

Film warto obejrzeć przede wszystkim ze względu na przesłanie (możemy się pięknie różnić, najważniejsze to się wspierać, doceniać i pozostawać dobrym człowiekiem nawet w niesprzyjających warunkach), dynamicznie zmieniające się barwne sekwencje animacyjne, utwory, a także, aby docenić pracę, jaką wykonał tutaj Paweł Skiba. Brawo!

Końcowa ocena 7/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial