Recenzje Wiedza tajemna

„Tom i Jerry”. Film spotkał się z negatywną opinią krytyków. Czy słusznie?

Tom i Jerry (2021) w reżyserii Tima Story’ego (Fantastyczna Czwórka, 2005, Fantastyczna Czwórka: Narodziny Srebrnego Surfera, 2007) nie spełnił oczekiwań widzów. Moim skromnym zdaniem nie jest on jednak kompletnym gniotem, jakim to mianem okraszony został przez niektórych krytyków. O plusach i minusach produkcji popełniłam niniejszy artykuł 😊

Warner Bros. bierze się za klasyki. W ciągu minionego roku dostaliśmy Scooby’ego-Doo (2020), Toma i Jerry’ego i drugą odsłonę Kosmicznego meczu (2021). Spośród wymienionych tytułów żaden nie jest filmem wybitnym, ale tylko jeden nazwałabym kompletnym niewypałem. Sequel rewelacyjnego filmu z Michaelem Jordanem w roli głównej woła o pomstę do nieba.

We wszystkich trzech produkcjach mamy mnogość nawiązań do klasyków (twórcy eksploatują dorobek Hanna-Barbery, a nawet poszczególne gagi z epizodów kultowych serii). Z jakim skutkiem wychodzi im to w Tomie i Jerrym? Dlaczego film jest zaledwie niezły? Zapraszam do lektury.

Opis dystrybutora: Jerry obiera sobie za mieszkanie najlepszy hotel w Nowym Jorku w przeddzień mającego się tam odbyć „ślubu stulecia”. Tym samym zmusza zdesperowaną organizatorkę wesela  (Chloë Grace Moretz) do zatrudnienia Toma w celu pozbycia się gryzonia. Istna bitwa między kotem a myszą, do której dochodzi, może jednak zrujnować jej karierę, ceremonię, a być może nawet sam hotel. Wkrótce jednak pojawia się jeszcze większy problem: otóż przeciw całej trójce spiskuje diabolicznie ambitny pracownik. Nowa wielko-ekranowa przygoda Toma i Jerry’ego to robiąca wrażenie mieszanka klasycznej animacji i gry aktorskiej. Film wyznacza nowy etap w życiu tych słynnych bohaterów, zmuszając ich do niewyobrażalnego – podjęcia współpracy.

Film oglądałam w oryginalnej wersji językowej, gdyż w mieszankach animacji i film aktorskiego najzwyczajniej w świecie zazwyczaj mi on nie siada. W 99% przypadków brzmi strasznie sztucznie.

Tom i Jerry. Przebłyski pomysłowości i dużo sztampy

Najlepsze momenty filmu to te z udziałem animków. Nie bez przyczyny. Aktorzy grają drętwo, jakby mieli poczucie, że muszą odwalić jakiegoś rodzaju chałturę. Nie pomaga w tym lichy scenariusz Kevina Costello i April Prosser (oboje nie należą do grona wyjadaczy w swoim fachu, widać to), który w żadnym stopniu nie był w stanie mnie zaangażować. Niewątpliwy plusem produkcji są jednak sceny ze sprytna myszą i wiecznie wkurzonym kotem (I feel you Tom). Do hybrydowej produkcji przemyconych zostało mnóstwo gagów z telewizyjnych odsłon przygód kultowych zwierzęcych bohaterów.

Żeby nie być gołosłowną, zapodam Wam kilka z nich 💥

  • Ten, w którym Jerry przywala Tomowi w oko to ukłon w stronę epizodu Mouse Trouble (1944)
  • Ten, w którym główną rolę odgrywa żyłka wędkarska nawiązuje do Cat Fishin’ (1947)
  • Ten, w którym Tom gra na pianinie, czerpie z The Zoot Cat (1944)

Ten ostatni to definitywnie mój ulubiony 😃 Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie z nich nieco trącą myszką. Moim zdaniem fajnie byłoby w jakiś sposób sprawić, aby przestało tak być. Wątpię, aby dzisiejszą publiczność przednio bawiła się na scenach z żartymi sytuacyjnymi z użyciem broni czy podpalaniem kociego ogona. Ugrzecznienie mogłoby paradoksalnie pomóc marce na nowo zaistnieć w oczach pokolenia Instagrama i TikToka, gdyż wymusiłoby nowe, świeższe spojrzenie na serie, która nadal ma potencjał. Niemniej jednak próba oddania hołdu starszym epizodom Toma i Jerry’ego odbieram jako zamysł co najmniej sympatyczny. Prawdopodobnie mający na celu przybliżyć brand młodszej części widowni, a starszej dać radość z wyszukiwania znajomych ujęć. Wyszło to wszystko letni z przyczyn, które przed chwilą wymieniłam. Gorąco liczę, że pracownicy Warner Bros. nie porzucą uniwersum Toma i Jerry’ego (jest taka możliwość, dochody z filmu wyniosły bowiem zaledwie 118,1 miliona dolarów, przy budżecie wynoszącym 79 mln dolarów). Dodać należy także, że w rodzimych krajach, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, widzom nie udało się pokryć kosztów produkcji. Najprawdopodobniej zarobić pomogła Europa i Azja. Tylko czy to wystarcza do sequela? Oceny na Rotten Tomatoes nie wróżą dobre. Tylko 31% procent z umieszczonych tam 126 tekstów stanowią te pozytywne. Widzowie nie są już tak krytyczny. Wg serwisu, film spełnił oczekiwania ponad 80% z nich. Na polskim Filmwebie film ma notkę 5.3/10. Przyczyny mogą być dwie, być może faktycznie nie podzszedł Polakom do gustu lub też z powodu pechowej dystrybucji obejrzało go po prostu bardzo mało osób. W to, że ktoś ocenia tytuł nie oglądając go, wierzyć nie chcę i bardzo nie chcę się w tej kwestii mylić, co i tak pewnie robię 😄

Z filmu dowiadujemy się, że Royal Gate Hotel został zbudowany w 1930 roku, kiedy to William Hanna rozpoczął swoją karierę w animacji, pracując nad pierwszymi kreskówkami Merrie Melodies i później Looney Tunes dla Warner Brothers. Zostaje nam ujawnione także to, że hotel przeniósł się do Nowego Jorku w 1962 roku, kiedy to wyemitowano ostatnie odcinki kreskówek z udziałem Toma i Jerry’ego autorstwa Gene’a Deitcha. Zresztą to jemu został poświęcony ten film. Pierwszy z udziałem jego ukochany bohaterów, przy którego utalentowany rysownik nie był w stanie już obejrzeć. Zmarł w 2020 roku. To są atuty tego filmu i dla nich warto go zobaczyć 😊

Zmarł Gene Deitch. Miłośnik modernizmu w animacji stworzył pierwszego animowanego „Hobbita”! Pracował przy shortach z Tomem i Jerrym

Artyści oddają hołd zmarłemu Geneowi Deitchowi, współtwórcy „Popeye’a” i „Toma i Jerry’ego”

Zobacz też: „Scooby-Doo!”. 20 faktów o pierwszym filmie Hanna-Barbera Universe. Perełka dla fanów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial