Recenzje

„Vivo”. Zmarnowany potencjał. Nie pomógł kompozytor piosenek do „Vaiany: Skarbu oceanu”

Vivo (2021) w reżyserii Kirka De Micco (Zebra z klasą, 2005, Małpy w kosmosie, 2008, Krudowie, 2013) miał być kolejnym po Mitchellowie kontra maszyny (2021) hitem Sony Pictures Animation. Coś jednak poszło nie tak. Dziwi to tym bardziej, że w obsadzie znalazły się nazwiska, takie jak Lin-Manuel Miranda (Vivo) czy Gloria Estefan (Marta). To nie mogło się udać, a jednak tak się stało.

W polskiej wersji językowej opracowanej przez Hiventy Poland (Start International Polska) udział wzieli m.in. Janusz Kruciński (Vivo), Olga Cybińska (Gabi Hernandez), Zbigniew Konopka (Andres), Dorota Jarema (Marta Sandoval), Monika Węgiel-Jarocińska (Rosa Hernandez), Jan Radwan (Dancarino), Ewelina Kordy (Valentina), Magda Kusa (Becky), Maja Kwiatkowska (Sarah), Małgorzata Prochera (Eva), Cezary Kwiecieński (Montoya) oraz Zbigniew Suszyński (Lutador). Za reżyserię dialogów odpowiada Wojciech Urbański, a piosenek Adam Krylik. Olga Cybińska to córka Joanny Węgrzynowskiej (Sally z Miasteczka Halloween, 1993).

Opis dystrybutora: Utalentowany muzycznie kinkażu Vivo (znany również jako „niedźwiedź miodowy” z lasu deszczowego) wyrusza w podróż swojego życia, aby zaśpiewać piosenkę dla dawno utraconej miłości swojego ukochanego właściciela, Andersa. W wyprawie towarzyszy mu Gabi, energiczna i nieco zakręcona nastolatka.

Vivo. Piosenki miały być siłą tego filmu, a stały się solą w oku uchu

Utwory w Vivo nie zapadają w pamięć. Specjalnie odłożyłam w czasie napisanie tego akapitu, chciałam bowiem sprawdzić, czy jakakolwiek z nich wybrzmi mi w głowie po upływie kilku miesięcy. Nie wybrzmiała. Pamiętam natomiast, że to, co w utworach szczególnie raziło to ich infantylność. Boli to szczególnie, zważywszy na fakt, że nad filmem pracował twórca kompozycji do Vaiany: Skarbu oceanu, czyli genialny w swoim fachu, Lin Manuel Miranda. Być może piosenki nie obroniły się w polskiej wersji językowej, w której oglądałam animację. Być może. Poniżej kilka nutek z Vivo w oryginale:

Manuel Miranda zaczął się rozdrabniać, robić powtarzalny. Prawdopodobnie wynika to z przeciążenia liczbą projektów (w tym roki w kinach i/lub na platformach streamingowych zagościły aż 4 (sic!) produkcje z utworami jego autorstwa. W przypadku JEDNEGO z nich Miranda odpowiada także na reżyserię – mowa o Tick, Tick… Boom! z Andrew Garfieldem w roli głównej. Być może to jest odpowiedź na pytanie, dlaczego w tym roku nie dostaliśmy od niego hitu na miarę Pół kroku stąd z Vaiany.

Vivo. Miało być wzruszająco, wyszło nieco miałko

Fabuła koncentrująca się wokół niespełnionej miłości nie angażuje, choć motyw ten dobrze ograny ma olbrzymi potencjał. Nie ma w scenariuszu nic, czego nie widziałabym na ekranie wcześniej, żadna scena nie zapada w pamięć. Nie czuć chemii między postaciami. Film można obejrzeć do kotleta, nie jest bardzo zły. Nie sprostał jednak moim oczekiwaniom.

Końcowa ocena: 5/10

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial